Czekając na interwencję policji…

Przyszły dziś do mojej redakcji dwie kobiety ze skargą na policję. Są mieszkankami kamienic na wronieckim Rynku. Od pewnego czasu w tym miejscu źle się dzieje. Spokojny do tej pory zakątek miasta stał się miejscem głośnych imprez, burd pijackich, wyścigów samochodowych

MediaExpret Wronki praca

Ponieważ Rynek jest specyficznym miejscem, w którym niesie się pogłos, sytuacje te są bardzo uciążliwe.

Panie opowiedziały mi taką sytuację:

W nocy z 10 na 11 lipca (poniedziałek/ wtorek) młodzi ludzie urządzili sobie po raz kolejny głośną zabawę już trochę po północy.
Ok. godz. 2.00 hałas stał się nie do wytrzymania.

Jedna z mieszkanek, której imprezowicze krzykami obudzili dziecko, postanowiła zadzwonić na policję.

Telefon na 997 wykonała o godz. 2.17. Przyjmujący zgłoszenie szamotulski policjant nie bardzo kwapił się z interwencją. Rozmowy są nagrywane, można to sprawdzić i mam nadzieję, że przełożeni dyżurującego to zrobią.

Pani czekała do 3.20. Patrol policji nie przyjechał. Imprezowicze zmęczeni używkami (prawdopodobnie nie był to tylko alkohol) rozjechali się i rozeszli.

Innym razem patrol przyjechał na wezwanie, ale panowie policjanci jakoś specjalnie nie zareagowali. Na pytanie jednej z mieszkanek dlaczego nie rozpędzili tego głośnego towarzystwa, które po ciszy nocnej (po godz. 22.00) imprezowało na całego, stwierdzili, że jest demokracja i każdy może robić co chce.

Dziwne pojęcie demokracji. Bo skoro ja chcę spać, a oni mi w tym przeszkadzają, urządzając pijackie burdy, to dla mnie nie ma demokracji, bo spać w takim hałasie nie mogę. Dobrze myślę?

Czyli wg panów policjantów demokracja jest tylko dla tego, kto silniejszy?

Tak więc młodzież w chamski sposób bawiła się dalej.

Po interwencji samych mieszkańców było tylko gorzej.

Chamskie wyzwiska nasiliły się, a jeden z chłopaków uderzył (zostawiając wgniecenia) w auto kobiety, która próbowała im zwrócić uwagę. Ta sprawa miała dalszy ciąg, ale o tym kiedy indziej.

Inna pani po zwróceniu uwagi została obrzucona wyzwiskami, wśród których “szmata” było najłagodniejszym.

Chłopcy (często nieletni!) są na pewno pod wpływem alkoholu, a czasem ma się wrażenie, że są również pod wpływem narkotyków lub dopalaczy.

Co musi się stać, żeby policja zainterweniowała SKUTECZNIE?

Np. wylegitymowała rozrabiających?

Sprawdziła alkomatem i wysłała podejrzanych na badania na obecność narkotyków? Oni często prowadzą auta „pod wpływem”. Nie tylko alkoholu.
Często zdarza się tak, że zupełnie bez powodów patrol policji zatrzymuje auto i mimo braku przesłanek sprawdza alkomatem trzeźwość kierowców.
Czy tego samego nie można zrobić z hałasującymi małolatami? Tu akurat przesłanki do badania są.

Czy musi dojść do tragedii, żeby policja coś z tym zrobiła?

Ci bezczelni młodzi ludzie w twarz śmieją się zwracającym uwagę, a potem nasilają wyzwiska i hałas.

Któryś z mieszkańców może stracić cierpliwość i sam wymierzyć sprawiedliwość, a wówczas nie tylko policja ale i pogotowie będzie potrzebne.

A może i  grabarz…

Pytam więc raz jeszcze:

DLACZEGO POLICJA NIE REAGUJE SKUTECZNIE na zgłoszenia mieszkańców?

Dlaczego lekceważy się zgłoszenia, albo czeka, aż sprawa sama się rozwiąże?

Oczekiwanie 2-3 godziny od zgłoszenia na przyjazd patrolu policji to przecież jawne czekanie, aż sprawa sama się rozstrzygnie, czyli napite małolaty posną na ławkach albo pójdą do domu.

Słuchając różnych opinii mieszkańców Wronek dochodzę do wniosku, że trzeba zacząć walczyć o odzyskanie wronieckiego posterunku, na którym całą dobę pracowali policjanci.

 Przepraszam, ale nie przekonuje mnie tłumaczenie, że to wszystko jedno, gdzie jest zgłoszenie, bo patrol policji jeździ po naszej okolicy cały czas.

Jak widać nie jeździ!

Albo jeździ ale nie tam, gdzie potrzeba.
Bo nie podejrzewam, że policjanci, będąc na patrolu we Wronkach, specjalnie nie przyjeżdżają na takie interwencje, bo się boją … Że wolą pijanego rowerzystę złapać, albo drobnego cichego pijaczka w parku z krzaków wyciągnąć i przebadać alkomatem.

Sama przeżyłam podobnie stresującą sytuację w ub. roku, kiedy dwóch rozsierdzonych chłopców zaczęło tłuc się na chodniku przed bramą redakcji na Rynku.

Grupka fanów stała w kółku i dopingowała swoich. Po wykręceniu numeru alarmowego 112 i przekierowaniu mnie do Szamotuł, odpowiadając na pytania policjantów straciłam normalnie cierpliwość!

Może za dużo filmów się naoglądałam?

Lubię serial „112”, gdzie PROFESJONALNI ratownicy (na pewno po kursie psychologicznym) potrafią tak udzielić pomocy, że człowiek zgłaszający ma wrażenie, że z drugiej strony jest ktoś, kto CHCE pomóc. A już zdanie „wysyłam patrol / karetkę” a dopiero później szczegółowe wypytywanie naprawdę sprawia wrażenie profesjonalizmu.

Jak zakończyła się sprawa sprzed redakcji?

W końcu ja i jedna przechodząca obok starsza kobieta wkroczyłyśmy w środek bójki (a chłopcy już kulali się po chodniku) i „za kłaki” odciągnęłyśmy kogucików! Jeden z nich w czasie bójki tak walnął o krawężnik, że krzyknęłam do córki, (która wzięła ode mnie telefon i spokojnie odpowiadała na pytania pana policjanta), żeby od razu wezwała karetkę i grabarza!

Bójkę udało nam się rozpędzić, ku rozczarowaniu gawiedzi, a na patrol policji, który „już wyjeżdżał” czekam do dziś…

Grażyna Kaźmierczak

„Wroniecki Bazar” 

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *