Drużyna – list Tomasza Ziółka

Prezentuję Państwu list Tomasza Ziółka w sprawie spotkania na temat fotowoltaiki. Spotkania, które odbyło się trzykrotnie, a zainteresowanych powiadamiano o tym spotkaniu tylko esemesowo

Drużyna Wieczora

– Kto nie chce być w mojej drużynie, niech zrezygnuje – słowa te usłyszałem na spotkaniu, na którym znalazłem się w sposób przypadkowy, chociaż dotyczyło przedsięwzięcia, w którym już dwa lata wcześniej zgłosiłem swój udział i pisemnie przekazałem jego organizatorowi deklarację z moimi danymi osobowymi, w tym adresem zamieszkania i numerem telefonu. Chodzi o instalacje fotowoltaiczne w domach jednorodzinnych, których wykonanie koordynuje Urząd Miasta i Gminy. Zdanie zawierające tę sugestię wypowiedział burmistrz Mirosław Wieczór.

O spotkaniach z osobami, które zadeklarowały swój udział w przedsięwzięciu dowiedziałem się… z przypadkowo podsłuchanej rozmowy sąsiadek. Ponieważ nie otrzymałem żadnego powiadomienia od ich organizatora, zadzwoniłem do odpowiedniego pracownika urzędu. Ten, zamiast przeprosin, zaczął od wyrzutu pod moim adresem, że brak powiadomienia to moja wina, bo w swych danych kontaktowych podałem numer telefonu stacjonarnego, a powiadomienia były wysyłane esemesowo.
W tym miejscu wyjaśnię, że w deklaracji nie żądano numeru telefonu komórkowego i nikt przed jej wypełnieniem nie pouczył, by wpisać właśnie taki numer. Nic dziwnego, że uznałem wyrzuty pod moim adresem za bezczelność ze strony pracownika, który nie powiadomił mnie o ważnym spotkaniu i usiłuje mnie obciążyć winą za swoje niedopatrzenie. W tym momencie powiedziałem, że zrezygnuję z udziału w programie i – ponieważ słowa przepraszam nie było – odrzuciłem słuchawkę. Prawdę mówiąc, wcale nie zamierzałem rezygnować, natomiast liczyłem na refleksję urzędnika, z którym rozmawiałem.

Na spotkanie mimo wszystko poszedłem i opowiedziałem o całym zdarzeniu burmistrzowi Wieczorowi. Sugerowałem, żeby przejrzeć deklaracje i osoby, które podały numer telefonu stacjonarnego powiadomić telefonicznie o identycznym spotkaniu, które odbywało się w następnym dniu.  Burmistrz mnie zaskoczył i nie potwierdził, że skorzysta z mojej sugestii. Zamiast tego usłyszałem powtórkę tego, co wcześniej usłyszałem od jego pracownika – powiadomienia były wysyłane esemesowo  i dlatego nie otrzymali ich ci, którzy podali numer telefonu stacjonarnego. Konkluzją wypowiedzi było stwierdzenie, że takie rzeczy się zdarzają. Burmistrz nie chciał przyjąć do wiadomości tego, że do osoby posiadającej telefon stacjonarny można po prostu zadzwonić. A do osoby, która nie ma żadnego telefonu należy napisać, bo brak telefonu nie zwalnia pracownika administracji publicznej z obowiązku skontaktowania się z jej klientem. Jak by nie było, telefony nie są w Polsce obowiązkowe i żaden burmistrz wewnętrznym regulaminem tego nie zmieni.

Spotkanie było bardzo ważne, bo burmistrz informował uczestników o konieczności złożenia do 1 sierpnia dodatkowego oświadczenia, pod rygorem wyeliminowania z programu. A zatem powiadamiał o czynności mającej doniosłe skutki prawne. Każdy jako tako zorientowany pracownik administracji wie, że żaden sąd w Polsce nie uzna zawiadomienia wysłanego esemesem za wystarczający dowód jego doręczenia. I nigdy nie będzie, bo osoba, która otrzymała SMS może go nie przeczytać, ponieważ np. przypadkowo wykasowała jego treść, zgubiła telefon lub przekazała dziecku.  Informuję burmistrza, że nie będzie mógł po 1 sierpnia wyeliminować z programu żadnej osoby, która nie złożyła oświadczenia. Jeśli to zrobi to narazi urząd na wypłatę zadośćuczynienia temu, kto został w ten sposób wyeliminowany z programu.

Nie będę pisał o uszczypliwościach burmistrza wypowiadanych na spotkaniach w sprawie fotowoltaiki, również pod mim adresem, bo szkoda mi na to czasu. Rzecz w tym, że burmistrz nie wykorzystał ich należycie i przekształcił spotkania w swój występ. Stracił czas i w tej chwili nie wie, kogo powiadomił o spotkaniach, nie wie również, kto w nich uczestniczył, bo nie sporządził listy obecności. Zaczął realizować zadanie od kompletnego chaosu, jeśli chce z niego wyjść z twarzą powinien bardziej skupić się na pracy, a mniej na promowaniu własnej osoby. Odnośnie wezwania do przystąpienia do drużyny oświadczam, że nie zamierzam być w niczyjej drużynie. Upieram się przy tym, że wystarczy, jeśli dotrzymam warunków programu i to samo zrobi druga strona. I bardziej zadba o to, by pod względem prawnym wszystko było bez zarzutu. Przed burmistrzem stoją przecież skomplikowane przetargi.

Aż strach pomyśleć…

Tomasz Ziółek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *