Kilka dni temu była u mnie w biurze pani, Ukrainka, nauczycielka na emeryturze. Po sześćdziesiątce, taka moja rówieśnica. Mieszka we Wronkach od 2022 roku z córką i wnuczką. Uciekły przed wojną, tak jak stały, z podręcznym bagażem. Zięć został, by walczyć. Przyszła kserować dokumenty ubezpieczenia domu, który dwa dni wcześniej Rosjanie jej zbombardowali. Pokazała zdjęcia, płakała.
Naprawdę nie ma do czego wrócić…
Wyobraziłam sobie siebie, Anię z Zosią i Michała…
Trudno powstrzymać łzy. Trudno zrozumieć świat, gdy pod postacie tego dramatu podstawi się swoich biskich…
Nie wszyscy Ukraińcy są źli, pamiętajmy o tym.
Przypomnijmy sobie początek wojny i pomoc, której udzieliliśmy uciekającym.
Otworzyliśmy serca i domy! Bywało, że spałam ze służbowym telefonem. Podzieliliśmy się dyżurami, by móc też pracować. Prawie cała Gmina Wronki stanęła do pomocy. Świetlica na Zamościu, świetlica w Pożarowie, potem WOK, ludzie prywatni. Nikt wówczas nie pytał „za ile” (to dopiero potem). I pamiętam Marka, który obeznany w wojnach, jedyny prawdziwy specjalista wśród nas, głośno mówił, jakie popełniamy błędy i że będziemy ich żałować. Przestrzegał przed „przesytem” wojną, ostrzegał, że dojdziemy do takiego stanu zobojętnienia, do jakiego właśnie doszliśmy.
Pamiętajmy, że nie możemy być obojętni, chociażby ze względu na lokalizację tej wojny. Wkrótce możemy stać się jej bohaterami. A tego nie życzę nam, Polakom.
Dziś łączymy się w bólu ze wszystkimi, którzy stracili swoich bliskich na tej bezsensownej wojnie.
Zaczęłam liczyć dni wojny od początku w mojej kartce z kalendarza.
Ale naprawdę nie przypuszczałam, że dojdę do cyfry 1.459…