Mieszkaniec Stróżek – Marek Lemiesz odpowiada burmistrzowi Wieczorowi na insynuacje z ostatniej sesji

Na ostatniej sesji Rady Miasta i Gminy Wronki, sesji zwołanej w trybie nadzwyczajnym, dwaj mieszkańcy Stróżek zostali przez burmistrza personalnie dotknięci. Wieczór zarzucił im, że to oni, personalnie – panowie Lemiesz i “pan siedzący obok”, czyli Kropaczewski, chcą, by Stróżki odłączyć od obecnego okręgu wyborczego, w którym sołectwo jest jedynym “z drugiej strony” Warty. Przez złożoną skargę do Komisji Wyborczej, komisarz wyborczy dokonał nowego podziału Gminy na okręgi, z którego to podziału nie są zadowoleni radni. Marek Lemiesz poczuł się naprawdę dotknięty. Obiecał napisać list do redakcji. Napisał:

Marek Lemiesz (z prawej strony) z Markiem Kropaczewskim na sesji w ratuszu zaczepieni zostali personalnie przez burmistrza Mirosława Wieczora

 

Szanowni Państwo,

Jestem jednym z mieszkańców wsi Stróżki, którzy w marcu br. zainicjowali wystąpienie do Komisarza Wyborczego w Poznaniu o dokonanie zmiany granic Okręgu Wyborczego nr 10 w nadchodzących wyborach samorządowych.
O powodach tego kroku oraz podejmowanych przez nas działaniach informowały lokalne media, w tym Redakcja Wronieckiego Bazaru, zatem przypomnę szczegóły w największym skrócie: od wyborów w 2014 r. nasze sołectwo pozostaje przyłączone do okręgu, obejmującego głównie szereg wsi położonych na przeciwległym brzegu Warty, w strefie przyległej do kompleksu Puszczy Noteckiej. Główną przesłanką takiego podziału mandatowego była tzw. jednolita norma przedstawicielstwa, czyli – mówiąc normalnym językiem – demograficzny przelicznik liczby wyborców na, przypadające na okręg, miejsce w Radzie.
W przekonaniu mieszkańców Stróżek i Borku przyłączenie obu miejscowości do terenu rozciągającego się po drugiej stronie miasta, o całkowicie odmiennym interesie wspólnotowym, jest rozwiązaniem sztucznym i bezzasadnym, nie odzwierciedla bowiem faktycznych oczekiwań naszej społeczności. Jednocześnie też, stanowiąc zdecydowaną mniejszość demograficzną w okręgu, w oczywisty sposób utraciliśmy możliwość decydowania o sprawach bezpośrednio nas dotyczących. I to było istotą złożonego przez nas protestu. Skorzystaliśmy przy tym z legalnego trybu odwoławczego, przewidzianego w Kodeksie Wyborczym oraz w wytycznych dot. podziału jednostek samorządu terytorialnego na okręgi wyborcze.
Jak to nierzadko bywa, życie napisało dosyć przewrotny scenariusz. Oto Komisarz Wyborczy odrzucił wprawdzie nasze argumenty na rzecz zmiany przynależności Stróżek, zarazem jednak… uznał zasadność samego protestu. Analizując bowiem treść pisma i przytoczone w nim wątpliwości, w przygotowanym przez UMiG podziale Komisarz dopatrzył się istotnej niespójności w wydzieleniu dwóch innych okręgów gminy, w których – wbrew regulacjom ustawy wyborczej – połączono tzw. jednostkę pomocniczą (w tym wypadku – sołectwo Nową Wieś) z ulicami, będącymi administracyjnie częścią miasta.
Po trwającej dwa miesiące wymianie korespondencji pomiędzy Radą i Komisarzem ten ostatni skorzystał z przysługującego mu prawa i arbitralnie dokonał całkowicie nowego podziału gminy na okręgi wyborcze. Ku zaskoczeniu (ale i nieukrywanej radości) mieszkańców Stróżek tym razem wieś nasza znalazła się ponownie (jak przed rokiem 2014) w jednym Okręgu nr 10 wraz z sąsiednim sołectwem Samołęż. Wydaje się nam to najbardziej naturalnym rozwiązaniem z uwagi na położenie obu miejscowości oraz łączące je problemy.
Pełni nadziei i ufni, że tym razem Rada Miasta i Gminy może zaakceptuje ostateczną propozycję Biura Wyborczego, 5.07 br. udaliśmy się z Markiem Kropaczewskim na sesję nadzwyczajną, poświęconą właśnie tej kwestii, żeby reprezentować naszą społeczność. Znaleźliśmy się tam akurat w takim, a nie innym składzie z prostego powodu – dysponując nienormowanym czasem pracy, było nam
2
łatwiej wygospodarować parę wolnych godzin niż innym sąsiadom, w większości zatrudnionym na etatach.
Cóż, Rada od decyzji Komisarza postanowiła się odwołać. Wbrew jednak temu, co teraz nam się insynuuje, doskonale rozumiemy punkt widzenia niektórych Radnych: że nowy zasięg okręgów wyborczych okaże się kontrowersyjny dla części nowo podzielonych miejscowości, a do tego komplikuje sytuację kilku sprawujących obecnie mandaty przedstawicieli, którzy myślą o re-elekcji. Ze zdziwieniem jednak wysłuchaliśmy opinii, iż zaproponowany odgórnie podział gminy nie uwzględnia ani zasady jednorodności terytorialnej, ani wspólnoty interesów. Korzystając z udzielonego mi jako mieszkańcowi prawa wolnego głosu pozwoliłem sobie zauważyć, że dokładnie takich argumentów jeszcze nie tak dawno temu użyliśmy jako mieszkańcy Stróżek i zostały one wówczas odrzucone zarówno przez Radę Miasta i Gminy, jak i przez Komisarza Wyborczego, jako faktycznie nieistotne dla zasady wyznaczania granic okręgów. Odniosłem się też do wypowiedzi jednego z Panów Radnych, który zasugerował, iż Stróżki – jako miejscowość satelitarna wobec miasta – ewidentnie korzystają na tym sąsiedztwie, gdyż zawsze „coś im z tego skapuje”.
W tym właśnie miejscu zostałem zaatakowany (bo nie ma chyba innego określenia na to, co się stało) przez Pana Burmistrza, który zarzucił mi i towarzyszącemu mi kol. Kropaczewskiemu – mówiąc oględnie – nieznajomość realiów oraz to, że w rzeczywistości nie reprezentujemy wcale naszej społeczności, a w dodatku jesteśmy personalnie („Pan i Pan”, powiedział p. Wieczór, wskazując ręką na mnie i siedzącego obok sąsiada) odpowiedzialni za obecne zamieszanie wokół wyborów samorządowych i wynikające z tego niezadowolenie mieszkańców. Nie będę szczegółowo przytaczał słów Pana Burmistrza, każdy zainteresowany może obejrzeć tę scenę na materiale filmowym, zamieszczonym przez Redakcję Bazaru na portalu i stronie facebookowej.
Przyznaję, w tamtej chwili, zaskoczony zupełnie retoryką Pana Burmistrza, nie znalazłem odpowiednich słów, żeby na atak odpowiedzieć, jeśli nie liczyć pozbawionego większego sensu bełkotu. Niestety, pomimo czterech krzyży na karku, nie jestem przyzwyczajony do form dialogu, jakie na sesji narzucił mi p. Wieczór. Prowadząc od wielu lat międzynarodowe projekty z zakresu dziedzictwa, siłą rzeczy miewam do czynienia z ludźmi pochodzącymi z często odmiennych kręgów cywilizacyjnych i o zdecydowanie zróżnicowanej wrażliwości kulturowej. Wśród nich jest też sporo pracowników, którzy mentalnościowo nawykli są do skrajnie aroganckiego i „satrapicznego” traktowania przez przełożonych. Ale nigdy, przenigdy nie przyszłoby mi do głowy, aby zachować się w stosunku do kogokolwiek w taki sposób, w jaki potraktował nas Włodarz Miasta. Korzystając więc z okazji, że nieco ochłonąłem, chciałbym niniejszym odpowiedzieć Mu na postawione zarzuty.
Szanowny Panie Burmistrzu,
Zapewniam Pana, iż – wbrew Pańskim insynuacjom – ani ja, ani kol. Kropaczewski nie mamy jakiegokolwiek ukrytego interesu w działaniach na rzecz naszych współmieszkańców. Bo jaki niby ten interes miałby być? Żaden z nas nie zamierza kandydować do mandatu radnego Stróżek, nie jest też naszą intencją
3
prowadzenie własnej kampanii wyborczej w okręgu, jaki by on w końcu nie miał być. List niniejszy, Panie Burmistrzu, nie jest też deklaracją poparcia dla któregokolwiek z Pańskich ewentualnych kontrkandydatów. Mój głos jest tylko odpowiedzią na to, co od Pana usłyszałem na czwartkowej sesji Rady Miasta i Gminy. To głos mieszkańca miasta i – do niedawna przynajmniej – Pańskiego zadeklarowanego wyborcy, którego jedynym przewinieniem jest wyrażanie zdania innego, niż Pańskie, oraz dochodzenie swych praw obywatelskich w przewidzianych demokracją ramach.
Poniżył mnie Pan, owszem. Może i ośmieszył. Trudno. Nie Pan pierwszy, pewnie też nie ostatni. Różnica pomiędzy nami jest taka, że ja, mimo wszystko, czuję zażenowanie i wstyd. Za Pańskie zachowanie. A Panu zapewne obce będzie zarówno to uczucie, jak i jakakolwiek refleksja. Zapomniał Pan najwidoczniej w tym wszystkim, że to ja, jako obywatel i podatnik, w gruncie rzeczy jestem Pańskim pracodawcą. I że to potencjalni wyborcy (a wśród nich też ja i Kropaczewski – czy się to Panu podoba, czy nie) są Pańskim Suwerenem, że użyję modnego ostatnio określenia. Przez kolejne Pańskie kadencje żywiłem autentyczny szacunek dla umiejętności menadżerskich Burmistrza Wieczora, Jego energii i wizji rozwoju gminy, nowoczesnego stylu komunikacji, a także umiejętności doboru świetnych współpracowników. Co więcej, jako jeden z nielicznych, mimo wszystko, namawiałem współmieszkańców Stróżek do dalszych prób dialogu z Panem jako rzeczowym i rozsądnym rozmówcą, choć mającym w wielu interesujących nas kwestiach poglądy biegunowo odmienne od naszych.
Jako wytrawny polityk, w Swoim ataku użył Pan kilka chwytów socjotechnicznych poniżej pasa, których dżentelmeni raczej powinni się wystrzegać. Wyrażając wątpliwość w to, że reprezentujemy interes większej grupy mieszkańców, zastosował Pan swoiste argumentum ad personam, podważając naszą wiarygodność jako Pańskich rozmówców. Zadawał Pan pytania z góry obliczone na brak odpowiedzi lub jej absurdalność (pytał mnie Pan o „procent mieszkańców Stróżek”, jaki stanowi kilkanaście najaktywniejszych we wsi osób). Dzięki Panu, Panie Burmistrzu, przekonałem się również, iż wulgarność przekazu nie ma wcale związku z ilością użytych przekleństw i „wiązanek”. Otóż Pański głos na sesji, upust, jaki dał Pan swojej – nie wiem, niepohamowanej złości? – był pod każdym względem wulgarny i obraźliwy w formie i treści nie tylko dla nas dwóch, którzy mieli wątpliwą przyjemność tam się znaleźć, ale również dla mieszkańców wsi, którzy nas do tego upoważnili. I którzy pewnie wyciągną odpowiednie wnioski…
Odpowiem Panu równie personalną zaczepką: poczucie władzy musi chyba w jakiś sposób uzależniać, podwyższać samoocenę i utwierdzać w przekonaniu o własnej nieomylności. Być może po latach spędzonych na urzędniczym stanowisku, wysokiego w końcu szczebla, zatraca się poczucie jakiejkolwiek służebności wobec obywatela, a w dalszej perspektywie – stopniowo przestaje się dostrzegać prawa i potrzeby innych ludzi, zwłaszcza tych życiowo biernych i całkowicie od władzy zależnych. Narasta przeświadczenie o byciu mężem opatrznościowym, który musi podejmować trudne decyzje, czasem wbrew większości, i to ma usprawiedliwiać każde kontrowersyjne działanie. Nabiera się wprawy w perorowaniu,
4
protekcjonalnym traktowaniu obywateli, a przy tym zgrabnym posługiwaniu się repertuarem gestów polecanym przez specjalistów z branży marketingu politycznego: uśmiechem, uściskiem dłoni, ułożonym z palców „koszyczkiem”, kreowaniem image’u „równiachy”… Na końcu tej drogi pojawia się schemat zachowań, który socjologowie nazywają „folwarczną relacją władzy”. Z całego serca polecam Panu, Panie Burmistrzu, lekturę „Prześnionej rewolucji” Ledera.
Miałem jednak odnieść się do Pańskich oskarżeń, więc ad rem. Przede wszystkim nieprawdą jest, jakoby walka o zmianę przynależności Stróżek była przeze mnie lub p. Kropaczewskiego sterowana czy choćby zainicjowana. Nieformalne rozmowy osób żywotnie zainteresowanych obecną sytuacją naszej wsi, a przy tym niezadowolonych z dotychczasowej pracy Radnego, trwały od końca ub. roku. Zaproponowano mi przyłączenie się do grupy bodajże w lutym. Pan Burmistrz pytał mnie w czwartek kilkakrotnie, jaki to niby procent mieszkańców reprezentuje owych kilkunastu aktywistów. Odpowiem raz jeszcze: nie wiem, Panie Burmistrzu. W naszym sołectwie jest dziś niecałe 400 osób uprawnionych do głosowania. Jest Pan z wykształcenia ekonomistą, więc zapewne obliczył to wcześniej, niż ja. Mi wyszło, że pewnie nawet mniej, niż 5 %. I co z tego? Chciałoby się w tym miejscu zapytać: jaki procent uczestników społecznych konsultacji w sprawie zakazu nocnej sprzedaży alkoholu na terenie gminy wypowiedział się za wprowadzeniem tego rozporządzenia? Nie rzecz w tym, ilu z nas czynnie wspierało działania lub jaka jest frekwencja na zebraniach wiejskich (zresztą, z reguły chyba nie przekracza nigdzie tych 10 czy kilkunastu procent ogółu). Faktem naprawdę istotnym jest, co usiłowałem Panu powiedzieć: iż pismo adresowane do Komisarza sygnowało „z marszu” 68 mieszkańców sołectwa, podczas gdy przepisy odwoławcze wymagały zaledwie potwierdzenia przez 15 uprawnionych wyborców. Podpisy te koledzy zebrali w ciągu niespełna dwóch godzin, a wybierali najczęściej jednego podpisującego z rodziny lub gospodarstwa. Czyli już mamy parędziesiąt rodzin, które opowiedziały się za zmianą. I zapewniam, że w każdej chwili możemy dostarczyć o wiele więcej podpisów wyborców. To jest nasza prawdziwa legitymacja społeczna, Panie Burmistrzu.
Często, niestety, spotykamy się z oczywistym dyskredytowaniem istoty naszego wystąpienia, sprowadzaniem go do następującego uproszczenia: Stróżki są niezadowolone z konkretnego przedstawiciela, p. Roberta Orzechowskiego, bo nie jest ich sąsiadem, a przecież – tu pauza na ironiczny uśmiech – każda wieś chciałaby pewnie mieć własnego radnego, a tak się przecież nie da. W pewnym momencie naszej „dyskusji” Pan Burmistrz usiłował nawet sprowadzić całą rzecz ad absurdum sugerując, że Stróżki chciałyby stanowić jeden, odrębny okręg. Otóż nie. I to wymaga chyba wyjaśnienia innym mieszkańcom, gdyż – odnoszę wrażenie – mamy do czynienia z manipulowaniem faktami. Oczywiście, gdyby p. Orzechowski wykazał się przez te lata aktywnością na rzecz naszego sołectwa, pewnie do skargi wyborczej nigdy by nie doszło, tak jak nie złożyła jej żadna inna społeczność gminy. Nie oceniam ani nie rozgrzeszam Pana Radnego: może uznał, że jednemu odległemu sołectwu można bezkarnie okazać zupełny brak zainteresowania, a może zbyt zaabsorbowany był skuteczną pracą na rzecz innych wsi z „bardziej swojego” sąsiedztwa.
5
Mamy jednak o wiele wyższy poziom świadomości obywatelskiej, niż usiłuje się nam przypisywać, i nie jest dla nas bynajmniej problemem to, że reprezentant w Radzie zamieszkiwałby inną miejscowość – o ile dbałby o interes wszystkich swoich wyborców bez wyjątku. Dlatego w pewnym momencie mieszkańcy Stróżek zaczęli dyskutować o możliwości przeforsowania nowego kandydata, który gwarantowałby poniesienie ich głosu na forum. I tu na drodze stanęła demograficzna dysproporcja: stosunek liczebny naszego sołectwa do populacji wsi po drugiej stronie rzeki ma się dokładnie jak 1 do 2. Czyli, pomimo największej choćby naszej mobilizacji frekwencyjnej podczas wyborów, i tak istotny byłby wyłącznie głos mieszkańców terenu, z którego aktualny Rajca się wywodzi. Czy tak mamy rozumieć demokrację przedstawicielską? To rzeczywista przyczyna naszego protestu, a nie rzekome osobiste ambicje aktywistów czy partykularna zawiść jednej wiochy wobec innych.
Kolejnym zarzutem, jaki usłyszałem z ust Pana Burmistrza, było to, że w nowym podziale Komisarza i tak Stróżki nie mają żadnych wspólnych interesów z Samołężem. I że dopiero teraz, narobiwszy zamieszania, zaczynamy szukać obopólnych korzyści ze znalezienia się w tym samym okręgu. Naprawdę, Panie Burmistrzu? Fakt, że graniczymy ze sobą administracyjnie i topograficznie, nie liczy się zupełnie? Był Pan w kwietniu na spotkaniu z obywatelami Stróżek i nie słyszał Pan, ile razy podnosiliśmy to, iż analogicznymi dla obu sołectw problemami jest choćby rozwiązanie kwestii melioracji w obrębie zbiornika W-15 oraz skutki sąsiedztwa planowanej obwodnicy miasta? A skoro rozmawiamy w kategoriach wspólnoty korzyści i oczekiwań – pytanie za pytanie: Pana zdaniem – jaki wspólny interes społeczno-ekonomiczny mieliśmy wcześniej, jako Stróżki, będąc w jednym okręgu z Jasionną czy Smolnicą?
Dowiedziałem się przy okazji od p. Wieczora, że „przecież wiem wszystko”. Nie, Panie Burmistrzu, nie uzurpuję sobie bynajmniej prawa do wszechwiedzy. Paradoksem jest natomiast, że zarzuca mi to właśnie Pan, który – konsekwentnie realizując Swoją wizję rozwoju miasta i gminy – w jakimś momencie zapatrzył się w nią tak bardzo, iż chyba przestał wsłuchiwać się w głos mieszkańców. Od lat, czego ostatnimi przykładami jest sprawa zamknięcia/niezamknięcia szkoły w Nowej Wsi lub wspomniana uchwała o zakazie sprzedaży alkoholu, kieruje się Pan niemal wyłącznie zaufaniem do własnych, arbitralnych osądów. A jeśli już zmienia Pan zdanie, to raczej – takie mam odczucie ja i wielu innych obywateli – pod wpływem chłodnych kalkulacji wyborczych. Niestety, odnoszę wrażenie, Panie Burmistrzu, że w tej katedrze megalomanii i apodyktyzmu, którą od lat tak misternie Pan wznosi, rozlega się coraz bardziej puste echo…
Najzwyklejsza przyzwoitość nakazywałaby teraz Panu Burmistrzowi stanąć przed obywatelami i przyznać uczciwie, po męsku: „Tak, daliśmy ciała. Pierwsza wersja podziału gminy na okręgi wyborcze, jaką przygotowaliśmy w UMiG, zawierała błędy – połączyliśmy sołectwa z częścią miasta. Było to wbrew zasadom sformułowanym przez Kodeks Wyborczy, ale z początku nie dostrzegł tego również sam Komisarz. Mieszkańcy Stróżek, przez przypadek, zauważyli tę nieścisłość i zwrócili na nią uwagę PKW. Przepraszam, nasz błąd”. Zamiast tego, dowiedzieliśmy się właśnie, iż właściwi winni zamieszania są spoza Ratusza – w tym wypadku to my. Inne
6
miejscowości (przywołane w kontekście całej wypowiedzi Głuchowo, Dąbrowa i Pakawie) mogą teraz mieć słuszny żal do Stróżek o nowy, nieatrakcyjny dla nich podział wyborczy. Zatem w tym miejscu najserdeczniej przepraszam mieszkańców Głuchowa i pozostałych wspomnianych wiosek, i informuję ich, że jest to całkowitą nieprawdą. Naszym, jako Stróżek, zamiarem była jedynie zmiana granic obecnego okręgu, bądź przyłączenie do innego. Powiedzmy to otwarcie: gdyby od początku reszta granic okręgów została przez Urząd wydzielona prawidłowo, argumenty zawarte w naszej skardze zostałyby pewnie i tak odrzucone, a Komisarz nie miałby dalszych obiekcji i cała sprawa zakończyłaby się na tym właśnie etapie. Natomiast, idąc tokiem rozumowania Pana Burmistrza, należało nie wyciągać trupa z szafy? Ergo, zamierzał Pan, Panie Burmistrzu, przeprowadzić jesienne wybory samorządowe w oparciu o niezgodny z prawem podział gminy, licząc na to, że nikt nie dopatrzy się błędnego wytyczenia dwóch okręgów i nie zapadnie decyzja o powtórzeniu głosowania z uwzględnieniem poprawionego podziału? Bo tak, niestety, można zrozumieć sens Pańskiego rozumowania.
Wirtualne słupki poparcia wyborczego być może spadają. Entuzjazm mieszkańców obszarów wiejskich dla Pańskich poczynań, bądź ich braku, słabnie – wystarczy obejrzeć w Internecie relacje z kolejnych spotkań w sołectwach. Czyżby więc szukał Pan teraz dyżurnego kozła ofiarnego, na którego można będzie napuścić społeczności innych sołectw? Oraz tematu zastępczego, którym można odwrócić uwagę obywateli od rzeczywistych problemów, z jakimi zmaga się Pańska kadencja? Oto mamy pod ręką grupę krnąbrnych warchołów ze Stróżek, bezmyślnych malkontentów bądź wyrachowanych cwaniaków, którzy przy okazji niezadowolenia sąsiadów nakręcają atmosferę, gdyż chcą realizować jakieś swoje niejasne cele. To ich winą jest, trwające miesiącami, zamieszanie wokół granic okręgów wyborczych. To przez ich działania głos mieszkańców wielu wiosek, poprzenoszonych do innych okręgów wyborczych, będzie w przyszłości docierał do władz słabiej. To oni blokują rozwój ekonomiczny i infrastrukturalno-przestrzenny miasta. Czy, podążając tą wyboistą ścieżką Pańskiego rozumowania, usłyszymy za chwilę, iż ponosimy moralną odpowiedzialność za to, że przez lata nie naprawiano w sołectwach dróg i dalej nie będzie się tego robić? I gdzie będą granice tego absurdu? Czy mamy również odpowiadać za to, że p. Małyszka nie chce opuścić domu na ul. Mickiewicza, albo za brak komunikacji miejsko-gminnej, powodujący wyobcowanie społeczne setek niezmotoryzowanych mieszkańców z odleglejszych lokalizacji gminy? A może powinniśmy przyjąć pełną odpowiedzialność sprawczą za stan obecny unikalnej Wieży Ciśnień, która mogła stwarzać okazję do niebanalnego zaaranżowania przestrzeni miejskiej w centrum miasta, a obecnie – zaniedbana przez właścicieli – z roku na rok bardziej niszczeje, aż pusty plac zostanie ostatecznie wykorzystany pod budowę następnego centrum handlowego lub kolejną inwestycję deweloperską?
Klika osób uczestniczących w czwartkowej sesji Rady zasugerowało mi później, żeby zażądać od Pana oficjalnych przeprosin, jako że Pańskie insynuacje mogą mieć charakter pomówienia. Ja jednak dostrzegam w Pańskim zachowaniu tylko arogancję władzy, za którą przeprosin nie oczekuję, gdyż byłyby one równie nieszczere, jak – szczerze mówiąc – nieszczere byłoby moje ich przyjęcie. Wierzę natomiast
7
niestrudzenie w inteligencję mieszkańców naszej gminy, którzy najzwyczajniej nie kupią zaprezentowanej przez Pana demagogii. A ci, którzy obejrzą relację z posiedzenia i Pańską reakcję pod adresem reprezentantów Stróżek, będą mieli okazję zobaczyć z bliska styl sprawowania przez Pana urzędu oraz sposób, w jaki traktuje Pan standardy komunikacji i odnosi się do obywateli, ośmielających się mieć w jakiejś kwestii odmienne zdanie. Tak jak ja na własnej skórze, przekonać o tym mógłby się wszak ktokolwiek inny na moim miejscu.
Jeszcze jedna smutna refleksja przychodzi mi na myśl na zakończenie: to, co wydarzyło się w czwartek na sesji, odbyło się w obecności miejskich rajców i innych przedstawicieli władz gminnych. Poza dziennikarzami, nikt inny nie odważył się zwrócić Panu uwagi na, delikatnie mówiąc, niestosowność Pańskiego zachowania. Aż do momentu, gdy przerwał Panu Pan Przewodniczący Śniegowski, beształ Pan, karcił, łajał i obrażał dwójkę obywateli, którzy przyszli reprezentować swoich sąsiadów. Rozumiem, że już wcześniej miał Pan okazję przyzwyczaić członków Rady do bycia świadkami tego rodzaju wystąpień. A może niektórzy z nich dają się w ten sposób zastraszać?… Czy tak ma wyglądać realnie system sprawowania władzy wykonawczej we Wronkach? Ma polegać na profesjonalnym w gruncie rzeczy zarządzaniu, ale podlanym autokracją i zastraszaniem? Spieszę więc poinformować, iż my Pańskimi słowami zastraszyć się nie daliśmy, co najwyżej jesteśmy zbulwersowani.
A zupełnie prywatnie dodam, że moja osobista lista tego, czego mógłbym się w życiu obawiać, jest bardzo krótka. I zapewniam, że Pan na tej liście, niestety, żadną miarą nie figuruje.

Mimo wszystko jednak, życzę Panu pomyślności w dalszym sprawowaniu władzy we Wronkach.
Marek Lemiesz
Stróżki

A poniżej fragment sesji – film, na którym obejrzeć i wysłuchać można jak burmistrz Wieczór traktuje mieszkańców Stróżek – gości na sesji Rady MiG.

“Akcja rozkręca się” ok. 4 minuty filmu

Oskarża nas pan o to, że dokonaliśmy przewrotu w podziale na okręgi wyborcze!?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *