Pisana na nowo historia wronieckiej pomocy dla uchodźców z Ukrainy…

„…z początku nie można było Pana przekonać do udostępnienia podległych Panu obiektów uchodźcom. Pamiętam, jak podczas drugiego spotkania sztabu kryzysowego na moją uwagę, że właśnie mamy kryzys uchodźców i wojnę za miedzą, usłyszałem od Pana, iż… dopiero co skończył się COVID, w związku z czym WOK zamierza teraz ruszyć z działalnością kulturalną pełną parą. Z tego powodu pierwszy punkt przejściowy dla uchodźców był organizowany nie w WOK, a w świetlicy na Zamościu, natomiast dyżurujący na dworcu PKP harcerze i tłumacze przejmujący uciekinierów z pociągów musieli przycupnąć na ławeczkach holu, bo ważniejsza była popołudniowo- wieczorna działalność WOK-owskich sekcji w pomieszczeniach dworcowych… – pisze zbulwersowany bezczelnością urzędnika – Poniewskiego – Marek Lemiesz – jeden z wolontariuszy od początku organizujący sztab pomocowy w mieście

Dietetyk Wronki Praca w Samsung Wronki Oferty Pracy Wronki
Oto tekst dyrektora Poniewskiego, który to zbulwersował nie tylko Marka Lemiesza:
Ostatnie miesiące wymagają od nas wszystkich nieco innego spojrzenia na świat. Niektórzy patrzą lękliwie, inni motywują się do pomagania tym, którzy w krótkiej chwili zmuszeni zostali do spakowania całego swojego życia w jeden plecak. 8 marca w dużej sali Wronieckiego Ośrodka Kultury wybrzmiał koncert Jana Adamczewskiego z okazji Dnia Kobiet. Koncert wyjątkowy nie tylko ze względu na okazję, jakiej towarzyszył. Kiedy tylko artyści odjechali po zakończonym koncercie, duża sala WOK na blisko trzy i pół miesiąca przestała pełnić swoją dotychczasową funkcję, a zamiast tego stała się tymczasowym domem dla ludzi, którzy uciekli przed okrutną wojną. Przestała być miejscem spotkań, koncertów, cyklicznych zajęć sekcji Wronieckiego Ośrodka Kultury, których instruktorzy nagle, na chwilę wręcz przed zakończeniem sezonu musieli znaleźć nowe miejsce do ćwiczeń dla blisko 300 uczestników zajęć.
Wszyscy wiedzieliśmy wtedy, że są jednak sprawy ważne i ważniejsze. Sekcje, dzięki zaangażowania wiceburmistrza Roberta Dorny, znalazły miejsca do ćwiczeń w sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej nr 2, świetlicy na Zamościu i Przedszkolu nr 1 „Bajkowy Świat”, a chwilowa zmiana miejsca nie przeszkodziła im w zdobywaniu kolejnych sukcesów i medali. Tymczasem w dużej sali Wronieckiego Ośrodka Kultury od czwartku 10 marca znaleźli schronienie pierwsi uchodźcy z Ukrainy.
Było to dla naszych pracowników niemałe wyzwanie. Nagle praca stała się miejscem, w którym nie tylko zwyczajnie się pracuje, ale także… pomaga. Mimo wszystko, bez chwili zawahania postawiliśmy pomaganie na pierwszym miejscu, wielokrotnie zabierając nasze służbowe obowiązki do swoich domów. Na początku funkcjonowania noclegowni w WOK-u organizowaliśmy odzież, jedzenie, czy najzwyczajniej w świecie – przynosiliśmy gorącą herbatę ludziom zmęczonym tą niezwykle trudną i przerażającą ucieczką. Oczywiście mogliśmy liczyć w tej kwestii na pomoc wronieckiego sztabu, za co dziękujemy.
Z biegiem czasu zakup żywności i wszelkich środków niezbędnych do życia, takich jak artykuły higieniczne, czy leki stał się naszym obowiązkiem. Pracownicy WOK-u każdego dnia przygotowywali listę zakupów i kupowali wszystko, co aktualnie było potrzebne. Nasi pracownicy wielokrotnie organizowali też pilny transport, kiedy któryś z uchodźców potrzebował pomocy medycznej oraz pomagali w wykupieniu niezbędnych lekarstw. Poświęcaliśmy uchodźcom sporo czasu, ale były też chwile, gdy angażowaliśmy się personalnie.
Nie udałoby się tego wszystkiego zrobić bez pracy naszych pracowników: Magdy, Agaty, Piotra, Maksa, Kaś, Ani, Violetty, Asi, Weroniki i Karoliny. Macie wielkie serca i cieszę się, ze mogę z Wami współpracować.
Ogromne podziękowania należą się firmie Samsung za pomoc w zapewnieniu ochrony w godzinach nocnych i w dni wolne oraz pań zajmujących się gotowaniem – Śnieżany i Ireny. Dużym wsparciem był dla nas Żenia – koordynator zajmujący się uchodźcami z ramienia firmy i Pan Damian Kowalski – organizujący pracę z Samsunga.
Dziękujemy także za pracę Pana Darka i Pana Tobiasza z Urzędu Gminy – poświęciliście na tę pomoc więcej niż tylko czas pracy. My to widzimy i doceniamy!
Przez cały ten czas w dużej sali WOK schronienie znalazło blisko sto osób. Jedni przyjeżdżali i zostawali na chwilę, szukając mieszkania w lepszych, bardziej kameralnych warunkach, inni zaś zostawali na nieco dłużej mówiąc, że po prostu czują się u nas dobrze. Byli bezpieczni i spokojni.
W dniu 17 czerwca uchodźcy z Ukrainy znaleźli nowy dom, a duża sala Wronieckiego Ośrodka Kultury jest już uporządkowana i wróciła do pełnienia funkcji, do której została stworzona. Nie oznacza to jednak, że WOK przestał pomagać. Przeciwnie! W sali lustrzanej wciąż odbywają się cykliczne zajęcia dla dzieci z rodzin uchodźców, a w wakacje dzieci będą mogły wziąć udział w warsztatach i spotkaniach dedykowanym właśnie im.
Dziękujemy za „pomoc w organizowaniu pomocy”!
Michał Poniewski – Dyrektor Wronieckiego Ośrodka Kultury

 

Marek Lemiesz

Myślałem, że już niewiele rzeczy w tym mieście jest w stanie mnie jeszcze zdziwić. Post Pana Dyrektora WOK jednak przypomniał mi, że we Wronkach tylko „sky is the limit”. Szkoda, Panie Dyrektorze, że nie napisał Pan ani słowa o kilku ukraińskich wolontariuszkach, które tygodniami dyżurowały w WOK przy uchodźcach od rana do wieczora, załatwiając dla nich wszystkie sprawy. Szkoda, że nie raczył Pan wspomnieć o polskich wolontariuszach, którzy zorganizowali ten punkt od zera, realizowali recepty (płacąc z własnej kieszeni lub ze środków zebranych przez Ekipę Pralni), chodzili z chorymi do przychodni lub jeździli na SOR w Szamotułach – sam osobiście robiłem to chyba z siedem razy, wielu innych członków obywatelskiego sztabu, jak Michał Jabłoński, pomagało w ten sposób jeszcze częściej, czasem w środku nocy (i z całym szacunkiem, ale nie wiem, gdzie wówczas byli Pańscy pracownicy – jak pamiętam, a pamięć mnie jeszcze nie zawodzi, byliśmy zdani na siebie samych, chyba że dyżurowali Państwo przy uchodźcach także po nocach, co umknęło naszej i ich uwadze). Szkoda, że w powyższym, trochę kuriozalnym w treści poście, z którego ma najwyraźniej wynikać, iż to Urząd Miasta do spółki z WOK poradził sobie z problemem ponad 1100 uchodźców, nie wspomniano o setkach par butów i paczek z odzieżą, dostarczonych tymczasowym lokatorom WOK za pośrednictwem wolontariuszy przez mieszkańców gminy. Ani o setkach materaców, przekazanych przez firmę Kettler Polska. Ani o tym, że sąsiednia jadłodajnia przez długi czas zapewniała codzienny catering dla dzieci ukraińskich, przebywających w przedszkolu na piętrze Domu Kultury. I tak dalej, i tak dalej…
Co do tego, że zaczną Państwo już w następnych miesiącach pisać na nowo historię wronieckiej pomocy dla uchodźców z Ukrainy, nie miałem w zasadzie wątpliwości jeszcze podczas działania sztabu wolontaryjnego. Ale akurat po Panu spodziewałbym się choć odrobiny więcej finezji w narzucaniu mieszkańcom gminy narracji, jakiej oczekuje Ratusz. A tu bum – wyszło strasznie topornie i siermiężnie: my zrobiliśmy wszystko, innych przy tym nie było. Więc tylko przypomnę Panu, iż z początku nie można było Pana przekonać do udostępnienia podległych Panu obiektów uchodźcom. Pamiętam, jak podczas drugiego spotkania sztabu kryzysowego na moją uwagę, że właśnie mamy kryzys uchodźców i wojnę za miedzą, usłyszałem od Pana, iż… dopiero co skończył się COVID, w związku z czym WOK zamierza teraz ruszyć z działalnością kulturalną pełną parą. Z tego powodu pierwszy punkt przejściowy dla uchodźców był organizowany nie w WOK, a w świetlicy na Zamościu, natomiast dyżurujący na dworcu PKP harcerze i tłumacze przejmujący uciekinierów z pociągów musieli przycupnąć na ławeczkach holu, bo ważniejsza była popołudniowo- wieczorna działalność WOK-owskich sekcji w pomieszczeniach dworcowych. I Pan mówi o tym, że „są sprawy ważne i ważniejsze”? Zamiast przyznać się do błędów, do niedostrzegania problemu w pierwszych tygodniach, żeby nie wyrazić się mocniej, wystawia teraz Pan sobie, swojej placówce i władzom samorządowym auto-laurkę, z której autentyczni bohaterowie akcji pomocowej – wolontariusze, strażacy, harcerze, tłumacze – mogliby co najwyżej śmiać się, gdyby nie to, że najzwyczajniej będzie im przykro, czytając ten post.
komentarze 4

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.