Skazani na nieudolność? – list Czytelnika

Przedstawiam Państwu list Czytelnika. Zapraszam do lektury i komentowania (kulturalnego)

 

Dietetyk Wronki

 

Foto: Paciorkowski

Skazani na nieudolność?

Muszę się przyznać, co robię z żalem, że jestem tym, który w rozmowach z innymi w 2006 przekonywał, aby nie tylko brać udział w wyborach, ale też, aby głosować za zmianą, tym samym popierając kandydaturę obecnego Burmistrza. Nie personalnie, nie kierując się sympatią, czy antypatią do kandydata, a z wiarą w możliwość wyrwania się z obecnego status quo, w jakim znajdowały się Wronki, by w końcu to mieszkańcy mieli realny wpływ na sprawy i należyty rozwój miasta, w którym mieszkają.

Dlaczego piszę „z żalem”? Bo zmiany nie spełniły moich pokładanych w nich nadziei i dziwi mnie nie tyle ostatni wybór, co poziom akceptacji. Minęło 15 lat i nie dość, że ja tej zmiany nie widzę, to ostatnie 10 lat rządów było, delikatnie mówiąc fatalne.

Dlatego uważam, że we Wronkach mamy nieudolnego burmistrza.

Dodam, że absolutnie nie mam jakiejś wewnętrznej potrzeby startowania w wyborach na fotel i nie planuję tego. A może i szkoda, bo obecny Burmistrz miałby okazję się czegoś nauczyć, chociażby jak opracować strategię rozwoju i ją rozliczyć. W każdym razie chcę uzasadnić swoją tezę.

Jedni postrzegają obecnego Burmistrza jako dobrego gospodarza miasta. Inni widzą w Burmistrzu sprytnego cynika, który eksploatuje naiwność i łatwowierność mieszkańców.

Niestety, przy pewnych uwagach, ale co do zasady to zapewne wielu nie podważa tego, co do tej pory zostało zrobione. Jednakże patrząc przez pryzmat 15 lat i zważywszy na możliwości, w tym wartość wpływów do budżetu Wronek – nie wiem jak inni, ale ja uważam, że to stosunkowo zbyt mało, bądź nic lepiej, ale po kolei…

Stan zapaści miasta tamtych lat obejmował ogromną ilość problemów i spraw do załatwienia przewidzianą do realizacji na więcej niż jedną kadencję. Nie da się bowiem wszystkiego zrobić od razu. To żmudna i wyczerpująca praca, a jej wyniki albo są niewidoczne, albo pojawiają się znacznie później. Dlatego potrafiłbym zrozumieć, gdyby to wówczas, na tamtym etapie, były malowane białą farbą znaki na asfalcie imitujące ścieżkę rowerową, ale nie po 15 latach kadencji, w dodatku po wybudowaniu imponującej kładki przez Wartę! To jakby zatoczyć koło i cofnąć się w rozwoju do punkt wyjścia.

We Wronkach jest wiele tematów, które, aby ktoś w ogóle zechciał się łaskawie nad nimi pochylić, wymagają najpierw nabrania mocy urzędowej, a następnie przeprowadzenia kolejnych badań i obszernych konsultacji, czyli średnio kilku ładnych paru lat (takie lokalne vacatio legis). A to dopiero początek. To pierwszy etap zrozumienia problemu, jeżeli w ogóle, dla decydentów w tym mieście z jakim borykają się jego mieszkańcy, a gdzie kolejne etapy?

Początek był obiecujący. Nowe otwarcie, nowy burmistrz, młody, z nowym spojrzeniem, wykształcony i rokujący na przyszłość. Uważam jednak, co niestety potwierdza całość spojrzenia przez pryzmat tych 15 lat, że to nie nowa jakość Burmistrza zdeterminowanego w działaniu, wyznaczającego także nowe kierunki zmian, który potrafi skupić wokół siebie innych, wyzwolić w nich energie i wznieś się na wyżyny swoich możliwości, by osiągnąć zamierzone cele, a jakość pracy po części tamtego samorządu, wpływu tamtych ludzi w jego otoczeniu, ich wiedzy i doświadczenia, pracy, zaangażowanie i wola współpracy.

Co wcale nie oznacza, że wszyscy będą zadowoleni, że nie nastąpi krytyka, że wszystko potoczy się bezbłędnie, że nie wystąpią problemy a nawet pewne porażki czy potknięcia.

Takim potknięciem, a może nawet porażką, uważam metamorfozę Placu Wolności i nie co do zasadności kierunku zmian, ale co do podejścia do tematu. W samym wyglądzie też, ale o tym za moment. Co to oznacza? Miejsce relaksu na parkingu, taki Head & Shoulders, 2 w 1 z wątpliwością w przeznaczeniu. Przerost formy nad treścią.

To przypomina sprzątanie pokoju na środku, gdy kątów już nie tknięto. Końcowy wynik rewitalizacji Placu Wolności w stylu, nie wiem jakim, najlepiej oddaje, co o tym myślę. Jak dla mnie zwycięstwo bezguścia. Z całym szacunkiem, nie jest daleko, więc wsiądźcie w samochód, obierzcie kierunek Czarnków i przekonajcie się na własne oczy, co zaściankowe nie jest. W moim odczuciu to właśnie projektant powinien zapłacić miastu, że ktoś z taką wyrozumiałością zgodził się przyjąć jego projekt w dodatku z sobie tylko znanym zachwytem. Budowa czegoś, nie wiadomo jak to nazwać, pewnego rodzaju „niby zielonego”, „niby centralnego” placu, który zyskał „niby nową jakość” i wokół którego ma się toczyć miejskie życie wśród spalin, z pustką w sobie, nie mówiąc już o nie uwzględnieniu ścieżki rowerowej. Swoiste preludium otwarcia.

I teraz powiem może rzecz najważniejszą, a korzystając z okazji chcę, aby to wybrzmiało. Kłopotem nie jest sam kierunek zmian, co otrzymana pustka. Bez zbudowania wartości dodanej, nadania temu atrakcyjności. Dzwonią dzwony, ale nie wiadomo w którym kościele. Jakby nie było pomysłu, co tak naprawdę chcemy i jak wykorzystamy wyjątkowość zasobów.

Za porażkę totalną uważam przyjęcie planu z „fontanną”, o ile tak to można nazwać, po czym zabicie ją dechami. Skądinąd, kto wie, może są one częścią tego projektu? To pewna abstrakcja jaką zastosował projektant. A może nie on? Brak kompleksowego spojrzenia, wyjścia poza pewne ramy ograniczeń, a nie z bezradnym podtrzymaniem zatłoczenia parkingowego w centrum wszędzie, gdzie się da, w tym na dziko, zamiast skupić się na jego wyizolowaniu, a tym samym zwiększyć bezpieczeństwo i swobodę przejazdu. Nie bez znaczenia mieszkańców okolicznych ulic tej strefy, którzy parkują swoje samochody na ulicy. Dlaczego by nie? Konkurs na koncepcję parkingu wielopoziomowego w strefie placu targowego ale nie tylko tam – element naturalnej konsekwencji w rozwoju miasta.

Miarą nieudolności Burmistrza jest po prostu brak pomysłu na miasto. Brak spojrzenia dalekosiężnego  z chaotycznym rozwojem wynikającym czy to z decyzji politycznych, czy to z bieżących spostrzeżeń kształtujących spontaniczność reakcji. Podczas gdy rozwój miasta wymaga określonego z góry planu, bo zmniejsza to ryzyko wydawania ciężkich pieniędzy na niespójne cele, tempa zmian, zwiększających efektywność rozwoju, tworząc efekt synergii, spinając ze sobą różne inwestycje w sensowną całość. Rozwiązań szytych na miarę problemów, z którymi mierzy się miasto a przez to budowy jego atrakcyjności.

Przyczyn porażki można upatrywać też w pominięciu lub niewyczerpującym podejściu do czynności, jaką jest planowanie projektu. Jedne przepadły na zawsze, bo wydały się za duże, zbyt skomplikowane i nastąpiła rezygnacja z ich realizacji. Inne zginęły “na raty” odkładane w realizacji, bo wielka całość przytłacza, bo w zasadzie nie wiadomo “od czego zacząć” i nie mówię tu o projektach, których realizacja po dłuższym przemyśleniu okazała się bezsensowna.
Mówię o projektach ważnych, potrzebnych, wyczekiwanych. Mało tego! Takich, które może rzeczywiście proste nie są, ale wydają się kolejnym, naturalnym krokiem, czy wręcz kamieniem milowym dla dalszego rozwoju miasta.

Kładka jest niewątpliwie takim kamieniem milowym, ale też kładka wbrew pozorom, mimo swojego skomplikowania, była projektem o tyle łatwym z uwagi na odtworzenie starej przeprawy w miejscu w którym ona kiedyś była, a to co innego niż budowa od przysłowiowego zera.

Jeżeli, jak mniemam, z tego co niedawno przeczytałem, że nieoceniona była zasługa pana Krzyżaniaka w skutecznym przekonaniu Burmistrza do rozpoczęcia projektu budowy kładki wbrew jego i opinii innych radnych, to jak inaczej nazwać kilkuletni brak wyczulenia na problemy mieszkańców w zakresie łatwości i przede wszystkim bezpieczeństwa obustronnej przeprawy przez Wartę, z pominięciem mostu betonowego? Ten szczegół jest bardzo wymowny, gdyż postawa ta zaważy na podejściu do spraw mieszkańców kształtując późniejsze konsekwencje obecnej polityki.

Choć za rządów burmistrza zbudowano kładkę, to z kretesem przegrał „swoją” strategię rozwoju i w sposób istotny zatrzymał rozwój swojego miasta

Proszę pamiętać, że czas nie stoi w miejscu, nie czeka. Trudno jest mierzyć się z czasem, nadrabiać stracony czas. Czas nasycony możliwościami, czas niewykorzystanych szans dotyczy zarówno ludzi jak i środków. Dziś kładka stała się symbolem zmiany, a spacer nią powinien uzmysławiać, jak ważne są takie inwestycje. Polska jest członkiem UE i na razie jej bilans przepływu finansowego jest korzystny, pozwalając współfinansować projekty w oparciu o środki unijne (m.in. kładka, obwodnica to ok 80% środków z UE) jednakże wraz z upływem czasu sytuacja będzie się zmieniać na niekorzyść.  W perspektywie kolejnych lat, czy to będzie obecnie urzędujący czy nowy Burmistrz, o wiele trudniej będzie pozyskiwać finansowanie poza środkami własnymi dla projektów rozwojowych, a tym samym możliwość tempa rozwoju może relatywnie słabnąć, o ile w ogóle prace w tym kierunku będą prowadzone. Gdy inni korzystają garściami, budując i inwestując w rozwój na potęgę, w grodzie nad Wartą, z poziomem powyżej 11.000 mieszkańców, z dwoma znaczącymi firmami na swoim terenie, jakoś szału nie ma z wykorzystaniem wszystkich możliwych okazji do pozyskania zewnętrznych pieniędzy na inwestycje.

Dlatego istotny element tej nieudolności związany jest ze skutecznością urzędników wyspecjalizowanych w pozyskiwaniu funduszy unijnych, o ile w ogóle tacy tu są. Aczkolwiek nie bez znaczenia jest powód główny jakim jest ww. brak pomysłu na miasto z dobrze skrojonymi projektami inwestycyjnymi, których po prostu nie ma, przez co nie inicjuje się wysiłku w tym kierunku. Jak zatem ratusz przepracował te wszystkie lata? Uciął sobie kreatywnie, ale kilkuletnią drzemkę, chwaląc się okresowo odcinkami remontowanych dróg średnio po 600 m!

I tym sposobem przechodzimy do rozwoju, a mianowicie do wiekopomnej strategii rozwoju miasta na lata 2014-2020.

Powyżej 70% mieszkańców nie tylko nie jest w temacie, ale nawet ich to nie interesuje. Dla jednych samo to, że jest kładka, a obok stoi donica z ładnymi kwiatkami, wystarczy na następne 50 lat. Jest to smutne, ale niestety prawdziwe, bo jak jedna jaskółka wiosny nie czyni, tak sama kładka… no, można sobie robić wiele filmów, ujęć, zdjęć kładki; w nocy, za dnia, we mgle, w słońcu, z góry, z dołu, ale to nie zmieni faktu, że staje się to monotematyczne, a przydałoby się coś więcej. Może to pomoże zrozumieć o czym mowa: mamy piękną nowoczesną kładkę, przez którą przechodzimy, idąc na spotkanie z kimś do Olszynek. Gdy już dotrzemy na miejsce, to jakby z XXI wieku za sprawą niewidzialnych wrót czasu znaleźć się w skansenie (m.in. archaiczny wygląd amfiteatru). To tak, jakby mąż po wstawieniu pięknych schodów łączących piętro z parterem, w przejętym w spadku domu, oczekiwał dozgonnej wdzięczności żony, nie bacząc na pozostałe nietknięte jego części. Przechadzka tymi pięknymi schodami nie zmieni faktu, że z pustej części przejdzie się do kolejnej pustej części tego domu. Pustej i nieprzystosowanej do przyjemności i komfortu życia. Czy zatem w nagrodę wdzięczna żona powinna go bezgranicznie chwalić i wspierać w dalszej bezczynności dostosowywania domu do ważnych, potrzebnych i wyczekiwanych warunków przyjemnego w nim zamieszkiwania całej rodziny?

A wracając do tematu strategii…

Kiedyś bezskutecznie pytano Burmistrza o szczegóły dot. realizacji ujętych ok. 60 zadań, a dziś w tejże samej strategii ktoś wymienia ok 30 niezrealizowanych i wg niego ważnych tematów.

Jeżeli ktoś tego wcześniej nie zauważył, to potwierdza nie tylko zasadność tamtych pytań, ale wręcz dowód dla uzasadnienia tej tezy. Ja nazywam to nieudolnością, bo jak inaczej nazwać fakt, aby wpisać do strategii rozwoju zadania do zrobienia i tego nie zrobić, ale i tak odtrąbić wielki sukces. Trzeba być nieudolnym, aby takie rzeczy robić. W dodatku wspomagać się w realizacji ludźmi nieudolnymi, którzy  w tych obszarach pełnią jakieś funkcje, ale, aby tego było mało, to jeszcze nieudolnymi w radzie miasta, którzy pełni radości z „osiągniętego” sukcesu to akceptują! Przecież to jest niepoważne. W końcu znajdą się tacy, którzy co dopiero z drzewa nie zeszli i nie posiadają luk edukacyjnych na tyle, aby z ciekawości nie zapytać, ba, czy się stoi czy się leży – wynagrodzenie dostał, mimo iż pracy nie wykonał!

Z wróbla orła nie zrobisz…

Obecny Burmistrz będąc jedyną wyrocznią raz za razem udowadnia, co muszę z przykrością zauważyć, o swojej nieudolności. W dodatku jest słaby miernością i małością ludzi w kręgu swojego otoczenia i rady („bezrady”) jaką sobie zbudował.

Bo, czy będąc otoczonym ambitnymi, kreatywnymi ludźmi z pasją, czy pewnego rodzaju profesjonalizmem w swoim fachu potrzebne jest, aby z uporem maniaka informować mieszkańców i ciągle podkreślać o ich walorach i merytorycznej pracy? To tak, jakby powtarzając to wielokrotnie utwierdzić siebie i innych w przekonaniu, że nie otoczyło się miernymi i nieudolnymi na swój obraz i podobieństwo.

Nigdy nie był wartością dodaną samą w sobie o czym świadczą kolejne spektakularne „sukcesy”. Dlatego pod znakiem zapytania stoi jego wcześniejszy przewodni wpływ na powstałe projekty.   Niekiedy, jak w sporcie drużynowym, wybitny gracz sam jeden w pojedynkę może przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale niestety on takim graczem nie jest. Nie jest to także jego wina. Natomiast fałszywe kreowanie jego wielkości propagandą sukcesu, w której on sam bierze czynny udział jest po prostu nieeleganckie.

Nieudolny Burmistrz również dlatego, że kłamstwo stało się jego orężem, gra pozorów stylem rządzenia, a spławianie dociekliwych petentów normą.

Nieudolny Burmistrz, który swoim urzędnikom może nie bezpośrednio pokazuje, ale wyznacza pewne trendy w zachowaniu, jak przy udziale wszelkich chwytów z wyjątkiem rzeczowej prawdy, można odprawić z kwitkiem petenta, który albo wbrew zapewnieniom otrzyma wymijającą odpowiedź, albo z gatunku: poszukaj sobie sam, może znajdziesz, albo i to jest najlepsze, w formie pretensjonalnej.    Mało tego, być może w ratuszu po tym zapanowała euforia, hm…? Tylko z czego się cieszyć, ze swojej nieudolności?

Znamienna jest też lekkość wydawania pieniędzy podatników na szereg przeprowadzonych badań, konsultacji itd. i jakby tego było mało, wciąż kolejnych nowych badań i konsultacji w tym samym temacie co poprzednio, których wynik będzie identyczny do poprzednich, a co gorsza nigdy się nie zmaterializuje, czy wpłynie na atrakcyjność miasta. Jeżeli ktoś ma problemy z przyswojeniem tekstu i wciąż potrzebuje kolejnych, aby zrozumieć, to jak to nazwać? Może powinien otrzymać ją w formie obrazkowej?

Szkoda, że bez uprzednich badań i konsultacji „budowano” w jedną noc malowane ścieżki rowerowe.  A przydałoby się zapytać: Jaką farbę kupić? Czy zbyt szybko nie płowieje? Farba odblaskowa czy matowa? Malować wałkiem czy pędzlem? itd.

I tu się zatrzymajmy. Co zrobił Burmistrz? Otóż w sposób świadomy i dla własnego celu politycznego wyrzucił lekką ręką pieniądze podatników w błoto, aby móc propagandowo szczycić się czymś, co nie istnieje. Czy inwestycja tej namiastki była rentowna? Z pozyskanych środków unijnych na inwestycje w całości trzeba się rozliczyć a z pieniędzy podatników jak widać nie trzeba, może dlatego ich brak.

Na jakim etapie pracy nad projektem ktoś we Wronkach wpadnie na pomysł planowania rozwiązań dla uczestników ruchu wykorzystujących do tego celu rower już od samego początku biorąc pod uwagę bezpieczeństwo? Tkwiąc w zaściankowym myśleniu? Nie mówiąc już, że żadna koncepcja z remontowanych lub nowo budowanych dróg nie uwzględniła ścieżki rowerowej w jej otoczeniu!

Nowa wieś, to o ile się nie mylę, największa wieś w gminie Wronki i w dodatku przylegająca bezpośrednio do miasta. Wieś zapomniana, a sam korytarz łączący z miastem to zagrożenie bezpieczeństwa każdego dnia. Policzmy, 15 lat i nic się nie zmieniło.

Nieudolność widzę w stylu rządzenia i jestem nim zniesmaczony. Pomijam, jak obecny Burmistrz walczy ze swoimi oponentami, czy to ze swojego otoczenia ze względu na zależność czy współpracę, czy tymi niezależnymi. Niemniej jednak ogólnie, gdy na to spojrzeć, warto się zastanowić skąd bierze się rosnąca liczba przeciwników obecnego Burmistrza? Myślę, że to bardziej powinno skłonić wielu do refleksji. Czy to oznacza, że z nimi wszystkimi jest coś nie tak? Czy raczej problem dotyka wspólnego mianownika? Jakie jest prawdopodobieństwo, że oni wszyscy są rzeczywiście „zdrowo walnięci” i bezzasadnie szukają dziury w całym w jego polityce zarządzania miastem? Porażający zaś jest nie tylko brak konstruktywności, co umiejętności zdobycia sobie szacunku u swoich przeciwników.

Elementy braku kompromisu, woli porozumienia, korzystania z własnych zasobów wiedzy jakie znajdują się na terenie miasta jeżeli chodzi o ludzi i niekiedy nietuzinkowych, jest niestety widoczny jak w procesie zarządzania tak i w wynikach tych rozwiązań. Porównajmy place zabaw dziś i kiedyś. Zapewne są tacy, którzy pamiętają wioskę indiańską na os. Staszica. Czy tamte doznane emocje można porównać z obecnymi na dzisiejszych placach zabaw w mieście? Czy wiesz z ilu boisk w mieście mogły korzystać dzieci w wakacje? A ich stan utrzymania, nawierzchnia, atrakcyjność? Klepisko musi być.

Narzekamy, że ludzie piją, hałasują, spać nie dają, ale co mają robić, gdzie pójść, odreagować stres? Ludzie pracują, płacą podatki, ale w zamian nie otrzymują atrakcyjnej oferty relaksu czegoś co wyzwoli  w nich pozytywne emocje i to w miejscu, gdzie mieszkają.

Gdybym dla podsumowania całości szukał analogii w literaturze jak również tym jednym słowem miał wskazać skutek powyższej postawy dla rozwoju miasta, wybrałbym „Dziady”, a dokładniej cz. III.

Cyniczny Burmistrz w ogóle nie przejmuje się losem swoich współwyznawców i pozostałych mieszkańców. Dla niego liczy się jedynie sukces kolejnego wyboru. Tylko bowiem pozbawiony wszelkich skrupułów słaby karierowicz traktuje swoich współpracowników jako środek do realizacji celu politycznego.

„Pokonywał przeszkody stojące na drodze ku władzy, a kiedy już ją zdobył, nie potrafił nasycić swojej pychy i apetytu na wielkość”.

Wszyscy jesteśmy ludźmi i każdy ma tam swoje za uszami, lecz gdy ludzie po otrzymaniu władzy od innych ludzi w wyniku wyborów przechodzą metamorfozę w negatywnym tego słowa znaczeniu, powstaje kłopot. Kłopot tym większy, gdy sprawowanie tej władzy przestaje służyć celom dla jakich ją powierzono, a jest celem samym w sobie. Niekiedy nic nie jest dziełem przypadku, nawet dobór ludzi do danego zbioru umożliwiający takie, a nie inne działanie. Zapewne niektórzy wyrażą zdumienie tym, co właśnie przeczytają, ale ja nie zdziwiłbym się gdy, w głowie pana z ratusza zrodzi się pomysł upamiętnienia swojej wielkości i chwały, a który z inicjatywy rady szybko zostanie wykorzystany propagandowo do budowania jego wizerunku i uzasadniania potrzeby budowy pomnika, czy nadaniu nazwy ulicy jego imieniem.

Jego poczucie nieziemskiej doskonałości, nigdy się nie myli, nie popełnia błędów nie tyle mnie zastanawia, co wzbudza pewien niepokój, z uwagi na oznaki narcyzmu. Szkoda, że ta doskonałość nie idzie w parze z rozwojem miasta, który by jej dorównywał poziomem, zamiast nieziemsko odstawać.   Nie wspominając już o elementarnym braku poczucia przejęcia odpowiedzialności za popełnione błędy, nie tylko własne, ale całego swojego zespołu. Skrywania się za plecami i tej łatwości zrzucania winy, w tym za popełnione swoje błędy na innych.

Swoista zabawa w czasie urzędowania. Wszystko, co dobre o ile jest to „ja”, a co niedobre, to sorry, ale to już nie „ja”. Taka gra reguł bez reguł. Jeżeli taką postawę można zaakceptować u małego dziecka na etapie wychowania kształtującej jego postawę, o tyle u dorosłego człowieka, zwłaszcza piastującego urząd Burmistrza, już nie wypada

Jednym ze złych symptomów jest fakt, że obecnie urzędujący burmistrz dał się poznać jako człowiek o wątpliwym poziomie zaufania, którego słowem to można sobie podetrzeć… Nie szukając daleko warto tu wspomnieć o mieszkańcach Nowej Wsi, którzy nie dali się ot tak spławić w sprawie szkoły, mimo świadomej i nie do końca czystej gry wobec nich i co jest pewnym kuriozum ich własny radny był przeciw nim. Nie wiem dlaczego, ale sądzę, że są miejsca w gminie, które bez względu jakby się nie starały lub jakich by nie miały naczelnych czy sołtysów zawsze będą solą w oku nawet, gdyby publicznie wyraziły dozgonną wierność i poddaństwo osobie piastującej urząd burmistrza.

Odnoszę też wrażenie, że dochodzi tu także do pewnego pomylenia ról, że część polityki obecnego burmistrza jest tak skrojona, aby kosztem miasta i mieszkańców wydeptać sobie alternatywę na wypadek nieoczekiwanych zmian.

Dość znamienna jest zwłoka, duża skala zaniedbań, nieróbstwo, odkładanie na potem albo puste obietnice bez ich finału. Niezdolność powiększenia posiadania poprzez inwestycje, ale także zbudowania wartości dodanej spełniające takie potrzeby jak komfort, bezpieczeństwo, ekologia czy wartości związane z możliwością samorealizacji. Innymi słowy pewnej przewagi konkurencyjnej. Proszę na przykład przejść się przez miasto i popatrzeć. Jak jest ciasno, w jak chaotyczny sposób zszywa się nie pasujące ze sobą fragmenty, jak cześć gospodarcza w sposób nie przemyślany dla rozwoju miasta wgryza się w miasto.

I chociaż brak długów jest czymś bardzo pożądanym, to czy wszystkie problemy w gminie już rozwiązaliśmy, że możemy spokojnie spocząć na laurach? Sam element możliwości powiększenia wpływów do budżetu czasami także stoi pod dużym znakiem zapytania. I tu pojawia się pewna niespójność. Z jednej strony narracja, że każdy grosz na wagę złota, nie zadłużamy się, dbamy o finanse, rentowność inwestycji, szukamy i chcemy pozyskać środki, czy nagle tylko priorytety ze względu na  ograniczone wpływy, a z drugiej strony w dziwnych, a może w dwuznacznych interesach miasto na swoja szkodę pozbywa się dużej ilości wymiernych korzyści finansowych za bezcen. Zapewne nie po raz ostatni na przestrzeni obecnych rządów będzie to miało miejsce.

Ja nie wiem jak inni, ale ja bardziej potrzebuję kogoś komu się chce, kto nie marnuje czasu i chce coś zbudować z pożytkiem dla innych, kto może i pływać nie lubi i z roweru nie korzysta, ale innych przez to nie ogranicza.

Nie tak dawno we Wronkach odbyły się zawody sportowe. Ich forma pozwalała wykorzystać elementy nie należące do infrastruktury sportowej, jaką jest kładka, z czego należy się cieszyć tym bardziej, że nie mająca ze sportem nic wspólnego inwestycja pozwoliła zwiększyć atrakcyjność i możliwość przeprowadzenia tego typu imprezy we Wronkach. Zastanawia mnie tylko, gdzie po udanych zawodach udać się na relaks? Sama też jedna impreza bez wkładu własnego nic dla miasta i jego mieszkańców w dłuższej perspektywie nie przyniesie. To właśnie miasto musi przejąć na siebie wysiłek zapewniający mu atrakcyjność.

Przypisywanie sobie cudzych zasług jak kłamstwo, które ma krótkie nogi, powoli w porównaniu do gmin ościennych, ujawnia braki.

Pan w ratuszu strasznie uwielbia ludziom wciskać ciemnotę, ale panicznie boi się ludzi większego kalibru czując z ich strony zagrożenie. Wykształcenie czy rodzaj pewnych umiejętności nie zawsze przekładają się w prostej linii na zajmowane stanowisko. Wiadomo, że człowiek człowiekowi nierówny i nie każdy np. dyrektor to sprawny i kompetentny manager.

I tu dotykamy sedna nieudolności. Otóż strategia, jeżeli w ogóle coś takiego we Wronkach istnieje, np. promocji poprzez sport, powinna być skorelowana z ogólną strategią promocji miasta, a tym bardziej ze strategią jego rozwoju.

Podejście jakby tylko to, że zaistniał sport na terenie miasta, że skoro nazwa miasta jest eksponowana   w mediach, to samo to spowoduje, że nic nie musimy, że samo się zrobi, że efektem śnieżnej kuli inni nas we wszystkim wyręczą. Sukces, wielki sukces, powiedzieli w ratuszu i się rozeszli.

Jeśli liczysz na efekty takiej promocji, musisz zwiększyć swoje działania i być coraz bardziej kreatywnym.

Niestety, burmistrz nie buduje swojej siły pracą nad rozwojem miasta, a buduje ją iluzją, bańką mydlaną, która się mieni „kolorami tęczy”, a w środku jest pusta.

Z mentalnością jak w sporcie. Z całym szacunkiem, może się to komuś podoba, ale ja w sprawach sportu nie bardzo potrafię zaufać panom z wywalonym brzuszkiem.

Gdy inni budują atrakcyjność, inwestując w infrastrukturę, on zachwala nieutwardzone dukty.

Jedyne, na co go stać, to wyłącznie pustosłowie o propagowaniu aktywności fizycznej i zdrowego stylu życia wśród mieszkańców oraz promocji miasta z ukazaniem jego walorów turystycznych. Być może we Wronkach są sportowcy i zapaleni biegacze, którzy codziennie bez względu na warunki atmosferyczne przemierzają miasto, a w lesie znaleźli doskonałe warunki dla relaksu, czy wykonania profesjonalnego treningu. Być może nieutwardzone dukty leśne są wspaniałą atrakcją budującą kondycję, a świeże powietrze dotlenia zmęczone płuca po całym dniu nauki lub pracy. Niech tak będzie.

Ale czy tak buduje się przewagę konkurencyjną miasta poprzez atrakcyjny wizerunek i jego ofertę? Proszę pomyśleć przez chwilę. Czy widzisz Czytelniku już tą atrakcyjność, a przez to tych wszystkich chętnych szukających relaksu, gotowych tu spędzać czas wolny? Zanim przyjadą ci z dalszych zakątków to czy ci z tych bliższych, już jadą? Zamienią swój basen, termy, ścieżki rowerowe czy oświetlone trasy biegowe, prawdziwe place zabaw i inne atrakcje na nieutwardzone dukty leśne? Nawet największe skarby natury tracą na wartości, gdy nie mają funkcjonalnej oprawy.

Samo bogactwo przyrody nie spowoduje jego atrakcyjności. Wszyscy we Wronkach wiedzą, że jest las, korzystają i doceniają to, a jednak nie wszyscy są zadowoleni z miejsca, w którym mieszkają, dziwne, prawda? A jak ktoś nie chce lub nie może biegać? A co z codzienną atrakcyjnością aktywnego spędzania czasu wśród najmłodszych?

Tu potrzebne jest miasto, które inwestując nie tylko w sport przejawia inicjatywę umożliwiając aktywne spędzanie wolnego czasu, co bezpośrednio przekłada się na zdrowie i dobre samopoczucie mieszkańców. Miasto, które łagodzi i prostuje wyboistość drogi wyzwań z jakimi każdego dnia musi się mierzyć każdy z nas. Nie za lat kilka, pozostając w ogonie krajobrazu dokonywanych zmian.

Potrzeba inwestowania w dobrą infrastrukturę, która w dużym stopniu przyczyni się do pokazania Wronek jako miasta dynamicznego, w którym coś się dzieje. Pewnego okrętu flagowego przyciągającego nie tylko wydarzenia sportowe, możliwość komfortowego relaksu czy przemieszczania się, ale też imprez o charakterze rozrywkowym, koncertów. Infrastruktura, która wpłynie korzystnie na podniesienie jakości życia jej mieszkańców na co dzień, na atrakcyjność miasta a młodym ludziom dostarczy perspektyw. Działań przeciwnych do skutków promowania się hasłem „Wronki cię zaskoczą” jako atutu i o ile było to dobrym pomysłem, o tyle władze miasta zrobiły dużo, aby stało się ono karykaturą, wywołującą śmieszność w uzasadnionej krytyce. Mało tego, sami mieszkańcy ironizując często używają tego hasła podkreślając otrzymany wynik w stosunku do oczekiwania i niestety zbieżny z faktem, iż Wronki za sprawą nieudolnego burmistrza nie mają nic do zaoferowania

Zbyszek
(dane szczegółowe do wiadomości edakcji)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *