Spór o pogotowie i jego uboczne skutki dla wronczan

Oto list naszej koleżanki Marii Urban o sytuacji, która spotkała Ją dziś i która natchnęła do napisania listu o problemie pogotowia, a właściwie jego braku we Wronkach

Witam.

Dietetyk Wronki

Dzisiaj przekonałam się do czego doprowadził spór o Pogotowie Ratunkowe we Wronkach. W dniu dzisiejszym na mszy św. w klasztorze zasłabła starsza pani. Brak kontaktu (siedziałam w tej samej ławce). Córka, która była razem z mamą, zadzwoniła po pogotowie.

Była dokładnie godz. 12:14

Razem z jednym panem czekaliśmy po mszy św. na pogotowie. Na szczęście starsza pani poczuła się już lepiej, ale nie na tyle, aby udać się do domu bez badania lekarskiego. A Pogotowie nie przyjeżdżało. Wreszcie, po 30 minutach usłyszałam syrenę. Całe szczęście, że stałam na ulicy i machałam ręką, bo karetka skręcała, wyjeżdżając z ul. Szkolnej, w prawo. A przecież zgłoszenie było do klasztoru (wiem, bo p. Dorota przy mnie mówiła, gdzie mają przyjechać.

Pan, który ze mną czekał spytał, dlaczego TAK DŁUGO. Na to pielęgniarz odpowiedział, że jechali przecież z Szamotuł. TRZYDZIEŚCI MINUT NA SYGNALE.

Od lat jeżdżę do Szamotuł i mój czas dojazdu jest krótszy o 10 minut. Całe szczęście, że pani nie miała zawału serca, zatoru, bo wtedy byłby już potrzebny inny pojazd.

Życzę mamie p. Doroty zdrowia. A właściwie to NAM WSZYSTKIM.

Agencja Reklamowa Wronki

Zastanawiam DO ILU OSÓB POGOTOWIE NIE ZDĄŻYŁO DOJECHAĆ…

Może wreszcie DWAJ (lub TRZEJ) WAŻNI PANOWIE zakopią „topór wojenny” i porozmawiają ze sobą dla dobra swoich mieszkańców.

Tego sobie i nam wszystkim życzę na święta i Nowy Rok.

Maria Urban

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *