Świadek się zgłosił i zeznaje…

Czasami życie pokazuje, że sprawa nie jest taka, na jaką wygląda z wierzchu. Sytuacja ostania taką się właśnie okazała, a że wzbudziła wiele emocji, postanowiłam pokazać, jak wyglądała naprawdę. Na rzekomego „sprawcę” rzucono wiele hejtów, że potrącił i zbiegł z miejsca wypadku. Czy więc teraz ktoś go przeprosi? Pewnie nie, więc zrobię to ja – w imieniu Czytelników „Wronieckiego Bazaru”. A oto jak było naprawdę…

Wszystko rozpoczęło się od informacji na Fb, że A. poszukuje świadków wypadku jej mamy, 80-letniej rowerzystki, która rzekomo została potrącona, a kierowca zbiegł z miejsca wypadku.

Dietetyk Wronki

A. napisała na Fb:

Uwaga: szukam świadków zdarzenia. Do wypadku doszło w tym miejscu! (tutaj zamieściła zdjęcie).


Dziś ok godziny 9:00 na ulicy Mickiewicza jakiś kierowca potrącił jadącą rowerem moją mamę, po czym uciekł z miejsca zdarzenia. Na szczęście nie odniosła poważnych obrażeń, ale jakim trzeba być człowiekiem, żeby potrącić 80-letnią kobietę i nie zatrzymać się by udzielić jej pomocy!

No i zaczęło się poszukiwanie. Pod postami pojawiały się nierzadko hejty na kierowcę, który rzekomo potrącił i zbiegł.
Sprawa, wg słów pani A. została zgłoszona na policję, która niemrawo i niechętnie zajęła się szukaniem świadków.
Wg pana R. sprawa nie trafiła na policję, a pani A. rzucała bezpodstawne kalumnie na kierowcę.
Po dwóch dniach zadzwonił pierwszy świadek zdarzenia. Opowiedział, jak to wyglądało naprawdę.
Trzeciego dnia do redakcji przyszła pani, która była nie tylko świadkiem, ale też udzielała pomocy rzekomo poszkodowanej przez kierowcę. Oto wersja wydarzeń, która miała miejsce:

Byłam świadkiem tego zdarzenia (nazwisko znane redakcji) i udzielałam pomocy kobiecie, która jadąc rowerem podobno została potrącona przez samochód osobowy.
Jechałam za tym samochodem, więc dokładnie widziałam zdarzenie.
Wyjeżdżaliśmy z nowej drogi, która wiedzie wzdłuż strumienia, by wjechać na ul. Mickiewicza. Samochód przede mną skręcał do centrum miasta, a chodnikiem jechała owa kobieta na rowerze.
Kierowca przepuścił rowerzystkę i wjechał na ul. Mickiewicza.
Kobieta, jadąca w stronę Borku, przewróciła się w pobliżu słupa oświetleniowego. Na pewno, widziałam to dobrze, nie potrącił jej samochód. Kierowca nie zatrzymał się, bo mógł już nie widzieć upadku kobiety, ponieważ samochód już był na ul. Mickiewicza.

Zatrzymałam się i udzieliłam kobiecie pomocy.
Towarzyszył mi inny kierowca, który jadąc ul. Mickiewicza (w kierunku centrum) zatrzymał samochód, blokując ruch na tym pasie drogi. Pytałam, czy jej coś dolega, czy wezwać pogotowie, chociaż żadnych obrażeń nie widzieliśmy, rower też nie był uszkodzony.
Podnieśliśmy kobietę, która twierdziła, że samochód uderzył ją w przednie koło, później, że w tylne koło. Jednak śladów rower żadnych nie miał. Pani zachowywała się przytomnie, więc rozeszliśmy się w swoje strony, tym bardziej, że blokowaliśmy ruch, a ja i tak byłam już spóźniona do pracy.

W tym dniu mocno padał deszcz, kobieta była zakapturzona, co mogło ograniczyć jej widoczność, było ślisko. Może straciła równowagę.
Na pewno nie została potrącona.

I tak oto wyglądała sprawa.

Jaki tu można dodać komentarz?

Przede wszystkim w imieniu wronczan PRZEPRASZAM kierowcę, którego nie znam, ale i tak należą mu się przeprosiny. Sytuacja wyglądała zupełnie inaczej, niż większość z nas sądziła.
Standardowo, kobieta jadąca rowerem kontra mężczyzna jadący autem to zawsze 1:0 dla kobiety.

A ponad 80- letnia kobieta na rowerze, to moim zdaniem ZAGROŻENIE dla ruchu (chyba, że są ścieżki rowerowe, wówczas – nie). Pani najprawdopodobniej „omsknęło się” koło na krawężniku, a padał deszcz, ona zakapturzona i stąd cała sytuacja.
Ulica Mickiewicza w godzinach rannego szczytu, to naprawdę niebezpieczna strefa. Wiem, iż pani ta rowerem przyjechała z odległej o ponad 5 km wsi… drogami BEZ ŚCIEŻEK ROWEROWYCH.

Na przyszłość prosimy się wzajemnie nie obrażać i raczej stosować metodę ograniczonego zaufania w jedną i drugą stronę.

Agencja Reklamowa Wronki

Szwarc Gapa

P.S. Niestety, to nie ostatnia smuta sytuacja, która mnie, jako redaktora BAZARU spotkała.

 

1 komentarz

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *