Szkoła marzeń czy szkoła dla uczniów? – List czytelnika

Temat budowy nowej szkoły w Gminie Wronki nadal jest nierozstrzygnięty. Na sesji dwa miesiące temu wiceburmistrz Dorna (oficjalnie zajmujący się wroniecką oświatą) powiedział z mównicy, że temat budowy nowej szkoły na Borku jest zawieszony. Miesiąc później, na kolejnej sesji, burmistrz Wieczór na zapytanie mieszkańca Nowej Wsi o to, że jeśli na Borku nie ma być budowanej nowej szkoły, to gdzie ona będzie, odpowiedział pytaniem: A kto powiedział, że na Borku nie będzie nowej szkoły? Dziś prezentujemy kolejną wypowiedź mieszkańca Wronek

Dietetyk Wronki

Szkoła marzeń czy szkoła dla uczniów?

Obiecałem sobie, że nie będę się wypowiadał na tematy oświatowe i dlatego nie brałem udziału w ożywionej dyskusji na temat zamierzonej likwidacji w Nowej Wsi.

Wprawdzie władze gminne na ten temat oficjalnie się nie  wypowiedziały, ale łatwo wyliczyć, że po zaplanowanej budowie olbrzymiej szkoły na Borku będzie to nieuniknione.

Przeciwnicy budowy kolosa wytykali brak obiektywizmu opracowania będącego podstawą decyzji. Robili to zarówno w prasie lokalnej, jak i w publicznych wystąpieniach, z których najbardziej zapamiętałem spotkanie w sali Wronieckiego Ośrodka Kultury pokazane w całości przez „Wroniecki Bazar” w Internecie.

Pomysłodawcy budowy szkoły na Borku cały czas milczeli; nawet na spotkaniu w WOK obrońcy koncepcji budowy szkoły na Borku nie odpowiedzieli na argumenty oponentów i nie ustosunkowali się do zarzutów dotyczących nierzetelności opracowania będącego podstawą decyzji o lokalizacji szkoły. Po prostu zrezygnowali z udziału w spotkaniu. Odebrałem to jako znak poddania się, przyznania się do błędu i  cichego wycofania się z koncepcji.

Byłem w błędzie i dzisiaj wiem, że ówczesne milczenie powinienem odebrać jako przejaw arogancji władzy, która dała tym do zrozumienia, że można gadać swoje, decyzja i tak nie będzie zmieniona.

Ostatecznym impulsem do mojego wypowiedzenia się na temat zamierzonych zmian w sieci szkół podstawowych był wywiad z zastępcą burmistrza Robertem Dorną w  majowym numerze „Gońca Ziemi Wronieckiej”.

Zastępca burmistrza nie podejmuje próby nawiązania dialogu z częścią wyborców, nie zgadzających się na  oczekujące ich dzieci zmiany w sieci szkół.
Ustawia swoich oponentów do kąta, dając im etykietę przeciwników budowy szkoły na Borku i stwierdzając, że są również przeciwnicy budowy szkoły w Nowej Wsi. Na razie nie słyszałem ich głosu, ale ich istnienie jest na rękę władzom wykonawczym. Jedni chcą tego, a drudzy chcą tego.
A władza jest pośrodku.
Jak Salomon.
Jaka wygodna pozycja!
Nic tylko dziel i rządź.

Mamy tyko jeden problem, a mianowicie obrońcy szkoły w Nowej Wsi nie byli i nie są przeciwnikami budowy szkoły na Borku. Wyraźnie zostało to powiedziane na spotkaniu we Wronieckim Ośrodku Kultury, wystarczy obejrzeć materiał ze spotkania.

Wszyscy uczestnicy spotkania występowali bardzo rzeczowo,  wskazując na konkretne fakty wykazywali tendencyjność oraz liczne błędy analizy wykonanej przez gdańską firmę. Zastępca burmistrza nazywa opracowanie „naukowym”, a przecież jest to nieprawda –daleko mu do standardów pracy naukowej.
Podejrzewam, że w przyzwoitej uczelni nie obroniłoby się ono nawet jako praca licencjacka. Brak obiektywizmu nie jest jedyną wadą „Analizy opcji dla trzech wariantów lokalizacji nowej siedziby zespołu szkolno-przedszkolnego dla 700 uczniów”.
Ma ona liczne błędy warsztatowe takie jak: niezastosowanie odpowiednich wag w miejscach tego wymagających, obszerne omówienia  dokumentów nie mających żadnego związku z tematem, nieznajomość przepisów, liczne powtórzenia i sprzeczności.  Nie zamierzam zanudzać czytelników i recenzować „Analizy” , taką recenzję powinien wykonać zleceniodawca, jeśli chciał ją traktować jak pracę naukową.

Moim zdaniem wracanie do analizy nie ma większego sensu, bo problem leży gdzie indziej i inna sprawa powoduje, że wartość opracowania jest niewielka, prawie żadna.

Chodzi mianowicie o rzecz bardziej fundamentalną: nieprawidłowo  postawione przed zleceniobiorcą zadanie.

Szkoła to nie fabryka  guzików, czy pralek. Budowę tych obiektów  zaczynamy zamierzone wielkości produkcji i szukamy optymalnego dla niej miejsca.

Z uczniami jest inaczej. Uczniowie muszą dotrzeć do szkoły. Szkoła jest dla uczniów zamieszkujących na danym terenie:  na podstawie danych demograficznych ustala się obecną i prognozowaną liczbę uczniów i dla nich buduje się sieć szkół podstawowych.

Olbrzymie szkoły powstają w dużych miastach, gdzie są olbrzymie osiedla mieszkaniowe i doskonała komunikacja. Należy jednak zauważyć, że również tam są uwagi krytyczne na temat olbrzymich szkół wskazujące m.in.  występujące u uczniów  poczucie zagubienia i większe problemy wychowawcze.

W gminach o mniejszej gęstości zaludnienia sprawa jest bardziej skomplikowana. Można i tam pobudować olbrzymią szkołę i do niej wszystkich uczniów dowozić, jednak musimy pamiętać, że uczniowie dowożeni nigdy nie zintegrują się w pełni z pozostałymi uczniami.
Rytm dowozów powoduje, że muszą się oni uczyć w oddzielnych klasach, ich udział w zajęciach pozalekcyjnych jest wykluczony albo niewielki, a kontakt ze szkołą ograniczony. Z punktu widzenia całego procesu kształcenia są to rzeczy o olbrzymim znaczeniu.
A co robić, gdy odległości do szkoły są bardzo znaczne, sieć dróg słaba i uczeń musi pokonać sporą odległość, by dotrzeć do oddalonego przystanku? I potem wiele kilometrów, by dojechać do szkoły zbiorczej?

Dodatek 40% w subwencji oświatowej przyznawany na każdego ucznia szkoły wiejskiej miał powstrzymać samorządy przed nadmiernym koncentrowaniem placówek szkolnych i zachęcić do utrzymania mniejszych placówek.

Zatem nie tylko dla rodziców w Nowej Wsi olbrzymia szkoła nie jest najlepszym sposobem edukacji. Co więcej; niewielu pedagogów, a jeszcze mniej rodziców podziela entuzjazm dla kolosów, nawet za cenę dowożenia większości uczniów.

Czy można przejść nad tym do porządku dziennego?

Bo sprawa szkoły na Borku budzi ogromne wątpliwości.   Jeśli powstanie tam proponowany kolos, to na linii liczącej około  półtora  kilometra będą istniały trzy szkoły: Szkoła Podstawowa nr 2, Szkoła Podstawowa nr 1  (w budynku po gimnazjum) i szkoła na Borku. Pomieszczą one około 1500 uczniów, nie da się sensownie wytyczyć granic obwodów szkolnych, bo będą się one zazębiały…
Dodać należy, że wszystkie szkoły będą leżały  w części miasta przeciążonej komunikacyjnie z uwagi na skoncentrowany tam przemysł i sporą gęstość zaludnienia.

To nie szkoła w Nowej Wsi  pobudowana dla uczniów zamieszkałych w tej części gminy i pobliskiej części miasta będzie powodowała konieczność dowozu uczniów na znaczną odległość. Konieczność dowozu  uczniów zaistnieje wtedy, gdy pobudujemy tam szkołę dla wyssanej z palca liczby 700 czy 500 uczniów.
Podaję te dwie liczby, bo wprawdzie oficjalnie obowiązujący dokument mówi o 700 uczniach, ale  nie wiadomo skąd i nie wiadomo dlaczego pojawia się przy różnych  okazjach liczba 500 i nie jestem pewny jakiej liczby użyć w tym miejscu.

Nie o liczby jednak tutaj chodzi, ale o podmiotowe  traktowanie uczniów i mieszkańców.

Tomasz Ziółek

Od redakcji: Tomasz Ziółek jest wieloletnim emerytowanym dyrektorem SAPO (Samorządowa Administracja Placówek Oświatowych), więc wie o czym pisze.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *