Tych paskudów nie chcę tu w ogóle widzieć!

W piątek 31 marca przed południem otrzymałam telefon. Nie mogłam odebrać, więc oddzwoniłam po chwili. Dzwoniła pani Monika Małyszka, mieszkanka małej białej chatki przy ul. Mickiewicza. Chciała się poskarżyć

Kiedy odwiedziłam panią Monikę ostatni raz zostawiłam Jej swoją wizytówkę z numerem telefonu. Chciałam, żeby miała pewność, że nie jest sama w trudnych chwilach, że postaram się pomóc, w razie potrzeby. Chodziło o sprawy urzędowe. Pani Monika nie ma telefonu, ale w okolicy zawsze ktoś z Jej znajomych z telefonem się kręci, więc może zadzwonić. I zadzwoniła.

Pani Monika poskarżyła się, że właśnie był u niej ktoś na podwórku. Jakiś mężczyzna chodził i wymierzał cały dom. Już kiedyś u Niej był, robił zdjęcia.
Nie zapukał do drzwi, nie powiedział kim jest, kto go przysłał i po co, ani po co wymierza dom. Nie zapytał, czy może wejść, choć uważam, że grzeczność tak nakazuje. A wobec kobiety, dla której każdy obcy na podwórku to zagrożenie i strach, że właśnie po Nią przyszli.

Wprawdzie pani Monika jest tylko dzierżawcą lokalu, ale chyba jakaś ludzka przyzwoitość nakazuje, by ktoś wchodzący na Jej posesję chociaż zapytał, czy może wejść, przedstawił się, powiedział w jakim celu i kto przysłał. Tym bardziej, że bramka wejściowa jest zamknięta na sznurek, nie stoi otworem

Pani Monika od stycznia ubiegłego roku, gdy zaczęła się sprawa z Jej mieszkaniem, jest kłębkiem nerwów. Chorowała długo, schudła, bo z nerwów nie może jeść. Teraz też szykuje się do szpitala na badania. Może będzie musiała tam zostać.
Boi się wyjeżdżać, bo nie wie, czy będzie miała dokąd wracać. A jak mówi, z domu dobrowolnie się nie wyniesie! Chce tam w spokoju umrzeć.

Mówi głośno, że “tych paskudów nie chce widzieć!” – ma na myśli urzędników. Dodaje, że “prześladują Ją, jakby jakimś mordercą była”. Każde pismo z urzędu to dla Niej wielki stres.

Czy tej sprawy nie można jakoś inaczej załatwić? Czy naprawdę kobieta na stare lata musi się ze swej chatki wyprowadzić? To pytania do radnych i burmistrza.

A tak panią Monikę widzi dziecko, które często spotyka Ją przed domem :)
Dziękuję autorce (niestety, chciała pozostać anonimowa)

Szwarc Gapa

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *