Władysław Cepka – rzemieślnik w świecie dźwięków

Organmistrzostwo – zawód tak trudny, jak mało znany. Wiele osób spoza Wronek myli organmistrzów z organistami. Wronki i ich okolice słyną z licznej grupy fachowców, którzy remontują organy w Polsce i Europie. Jednym z nich jest pan Władysław Cepka, który już ponad 30 lat (rok 2006) wykonuje ten zawód

Tuż obok nas mieszkają ludzie zwykli – niezwykli. Takich pozytywnych bohaterów naszej codzienności chcemy przybliżyć wszystkim mieszkańcom Wronek. – tak w roku 2006, czyli w pierwszym roku wydawniczym “Wronieckiego Bazaru” pisała Magdalena Cenker, mój bazarowy “Tygrysek”. Wówczas uczennica liceum na Zamościu w klasie dziennikarskiej, a dziś dziennikarka “TVN Biznes”.
oto artykuł z roku 2006 z pierwszego rocznika “Wronieckiego Bazaru”.

Po pierwsze: zamiłowanie

Wydaje się, że organmistrzem może zostać każdy. Nie ma przecież specjalnej szkoły, która dawałaby dyplom profesjonalnego organmistrza, a jednak coraz mniej młodych ludzi decyduje się na wykonywanie tego zawodu. Pan Władysław Cepka pochodzi z rodziny, w której oraganmistrzostwo jest zawodem pokoleniowym. Znajdujący się w Popowie koło Wronek Zakład Budowy i Rekonstrukcji Organów działa od 1952 roku, a jego założycielem był pan Bronisław Cepka. Dziś tradycję rodzinną kontynuują jego synowie Marek i Władysław. Każdy z nich prowadzi własną działalność i przygotowuje do jej kontynuacji swoich synów.

Jak twierdzi pan Władysław, tradycja jest ważna, ale nie ona skłoniła go do wykonywania tego zawodu. Najważniejsze było zamiłowanie do tej pracy, które objawiło się w młodości fascynacją do modelarstwa. – Kiedy byłem chłopcem, ojciec przeganiał mnie ze swojego warsztatu, ale ja zawsze wracałem – opowiada.

Pan Władysław od wielu lat kształci kolejne pokolenia młodych organmistrzów. Zawsze uprzedza kandydatów, że jest to zawód trudny i wymagający poświęceń, które przezwycięży tylko prawdziwa fascynacja. Jak powtarza: – W organach wszystko jest możliwe, nie ma bowiem dwóch takich samych instrumentów, każdy z nich jest inny, specyficzny. W naszym zawodzie nauka opiera się na praktyce i trwa całe życie. Choć doświadczenie pomaga, nigdy nie zapewnia powodzenia.

Po drugie: wszechstronność

Zawód organmistrza zawiera w sobie konieczność nabycia umiejętności wielu innych profesji. Kiedy powstaje plan budowy, organmistrz zmienia się w architekta, wykonuje rysunki, projekty, a kiedy rozpoczyna pracę nad poszczególnymi elementami, jest stolarzem lub spawaczem, czasami elektrykiem. Aby dobrać odpowiedni asortyment głosów i nastroić piszczałki, wchodzi w kompetencje muzyka, ale to wciąż nie wszystko. – Organy muszą zabrzmieć, nie wystarczy nastroić piszczałkę, trzeba nadać jej barwę i smak – dodaje pan Władysław – to kwestia gustu i wrażliwości.

Prospekt organów budowanych w Grodzisku Wlkp.

Firma pana Władysława Cepki wykonuje wszystkie elementy organów. Kiedy spoglądamy na kościelne organy, widzimy kilka błyszczących piszczałek w przepięknie rzeźbionej, często złoconej i bogato zdobionej obudowie. Choć współcześnie ta część pracy zlecana jest często artyście plastykowi, pan Władysław samodzielnie wykonuje owe zdobienia. Tym razem ujawnia talent plastyczny i artystyczne zmysły. – Podczas napraw lub rekonstrukcji organów często obcujemy z mającymi setki lat zabytkami, które nierzadko posiadają status dzieł sztuki. Niesamowicie ważny jest szacunek dla wartości tych instrumentów.

Organmistrzami zostają wyłącznie mężczyźni, gdyż jest to zawód ciężki fizycznie i wbrew pozorom – niebezpieczny. Powodem są: praca na wysokościach, w zimnych zazwyczaj kościołach, dźwiganie ciężkich elementów. Zarówno pan Władysław, jego rodzina, jak i uczniowie zgodnie potwierdzają, że najgorszym jest jednak fakt, iż jest to praca „w terenie”. Choć poszczególne części organów powstają w warsztacie, znacznie więcej czasu organmistrz spędza w miejscu, w którym znajdują się lub będą znajdować organy.

Po trzecie: cierpliwość

Większość z nas nie zdaje sobie sprawy, że dostępna przeciętnemu człowiekowi część organów, czyli wspomniana szafa organowa, to nie cały instrument. W jej wnętrzu znajduje się złożony z olbrzymiej ilości części mechanizm. Organy są najbardziej skomplikowanym instrumentem, gdyż składają się z setek lub nawet tysięcy zestrojonych ze sobą instrumentów, jakim jest każda piszczałka. Wielkość organów zależy od ilości głosów, z których się składają. Każdy głos posiada tyle dźwięków, ile klawiszy posiada kontuar, czyli stół do gry.  – Największe organy wykonane przez moją firmę znajdują się w Kościele św. Krzyża w Poznaniu, posiadają 54 głosy – opowiada pan Władysław – podczas gdy największe w Polsce, które możemy podziwiać we Wrocławiu, mają ich ponad 200.

Każda piszczałka, zarówno drewniana, cynowa czy miedziana, jako osobny instrument, wymaga wiele pracy. Bardzo ważna jest precyzja. Żadna maszyna nie zastąpi tu ludzkiej ręki. Choć, jak twierdzi Mistrz, współczesna technika ułatwiła pracę organmistrzów, to wciąż jest to praca ręczna i bardzo czasochłonna. – Organmistrz nie kończy pracy po ośmiu godzinach. Z doświadczenia wiem, że warsztat staje się drugim domem. Potrzebne jest maksimum precyzji i anielska cierpliwość. W każdą z piszczałek trzeba tchnąć życie i dopieścić, aby grała przez setki lat. To jest proces, podczas którego poprawki nanoszone są nawet kilkanaście razy.

Trudno jest określić, jak długo powstają średniej wielkości organy. Obecnie jest to silnie uzależnione od zasobu finansowego danej parafii czy miasta. – Budujemy i remontujemy organy w kilku miastach jednocześnie. Często jest to proces wieloletni, uzależniony od możliwości zakupu materiału, który jest bardzo drogi. Jednak nawet budowa nowych organów nieograniczona finansowo trwałaby najmniej rok. – Organmistrz zżywa się z instrumentem, przy którym pracuje, poświęca mu wiele czasu i  uczucia.

Po czwarte: dokładność

Cierpliwość musi być nieodzownie połączona z dokładnością. Wydobywająca się z organów i zachwycająca słuchaczy melodia jest misternie utkaną z tysiąca splatających się dźwięków tkaniną. Najmniejsze niedociągnięcie może spowodować, że instrument nie zagra tak, jak powinien. – Tak naprawdę nigdy nie jesteśmy w stanie nastroić organów idealnie –wyjaśnia pan Władysław – Na wydobywany dźwięk poza budową piszczałki i umiejętnościami organmistrza, który ją stroił, oddziałuje też temperatura powietrza, pod wpływem której struktura piszczałki zwęża się lub rozszerza. Nie jesteśmy w stanie utrzymać stałej temperatury podczas pracy przy instrumencie, stąd minimalne różnice. Sztuka polega na tym, by potencjalne niedociągnięcia w jak największym stopniu wyeliminować.
Precyzja jest również potrzebna przy wykonywaniu wszystkich innych części. Młoteczki, zaworki, magnesy, polerowane klawisze – takie maleńkie, wymierzone do milimetra elementy są niezbędnymi trybikami w całej olbrzymiej konstrukcji.

Niekończąca się opowieść

Wydawałoby się, że firma organmistrzowska nie będzie miała wielu zleceń. Organy to instrumenty, które buduje się na około dwieście lat. Służą one przez tak długi okres tylko wtedy, gdy się o nie dba. Przyjmuje się, że co dwanaście lat organy powinny być oczyszczane i ponownie intonowane. Pan Władysław ma pod swoją opieką wiele instrumentów, które od lat remontuje i konserwuje. Jest strażnikiem powstałych często bardzo dawno temu arcydzieł, które dzięki jego staraniom wciąż zachwycają nas dźwiękami podczas koncertów muzyki organowej. Jak powtarza: – W tym zawodzie pracy nigdy nie brakuje.

Magdalena Cenker
“Wroniecki Bazar” 2006

Zdj 1. Mistrz Władysław w swoim zakładzie

Zdj 2. Piszczałki czekają, aby wspólnie zagrać

W 2006 roku w klasztorze odbywały się Koncerty Muzyki Organowej.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *