Zmiany korzystne inaczej – Tomasz Ziółek

Być może niektórzy, po przeczytaniu mojego primaaprilisowego tekstu, podpisanego inicjałami TSZ, zaczęli się niepokoić się o stan mojego umysłu, bo niektóre argumenty rzeczywiście są używane przez amatorów szybkiej jazdy (między innymi przez samego Clarksona). Są to oczywiste bzdury, ale niedawno przekonaliśmy się, że bardzo podobny sposób myślenia można prezentować w sejmie, bez czekania na prima aprilis. Skoro innym wolno…


A teraz serio.
Niektórzy zapewne domyślili się, że zakpiłem z tzw. lex Kaczyński, tj. projektu ustawy pozwalającej uniknąć kary administracyjnej osobom, które nie zastosowały się do przepisów sanitarnych, ale nie spowodowały ciężkiej i często śmiertelnej choroby u współpracowników. Myślę, że jedynym powodem przedstawienia projektu była chęć utrzymania koalicji rządowej, której los został zagrożony przez wpływową grupę antyszczepionkowców, grożących zerwaniem koalicji. Naiwna była nadzieja, że inni nie zauważą ułomności propozycji ustawy i zyska ona wystarczające poparcie.

Nawet osoby, które nie skończyły studiów prawniczych wiedzą, że czym innym jest kara administracyjna, a czym innym odpowiedzialność karna za przestępstwo. Powszechna jest świadomość, że karę administracyjną dostanie się za niewykonanie jakiegoś wymaganego w przepisach obowiązku, bez potrzeby udowadniania, że spowodowało to jakiś negatywny skutek.

Pomysł, by wymierzać karę administracyjną wyłącznie tym osobom, które na skutek umyślnego przekroczenia przepisów sanitarnych spowodowały u innych ciężką chorobę, wydaje mi się niepotrzebnym i szkodliwym pójściem na rękę osobom demonstracyjnie je lekceważącym i celowo łamiącym. Trudno uwierzyć, że podstawą podjęcia decyzji o tak karykaturalnym przegięciu prawa nie była chęć przypodobania się jakiejś części elektoratu. Jeszcze trudniej uwierzyć w to, że proponowany przepis mógłby kogokolwiek ochronić przed zakażeniem.

Tomasz Ziółek

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.