Stary Młyn – wszystko z pasji

Wyśmienita świeża rybka, przyrządzana domowo i wykwintnie, to nie jedyna tajemnica powodzenia rodzinnej restauracji Stary Młyn. Goście cenią sobie tutejsze specjały i piękne otoczenie lokalu, ale też często korzystają z zaproszenia na przejażdżkę bryczką i dzielą pasje gospodarzy. Marek Wawrzyniak przyznaje, że podobnie zaczęło się jego zainteresowanie końmi rasy śląskiej

2

Gospodarz najpiękniejszego zakątka na Pojezierzu Miedzychodzko- Sierakowskim hoduje dziś siedem takich koni. To stado zachowawcze – regularnie na świat przychodzą tu źrebaki. O tym, jak ważne są konie w życiu państwa Wawrzyniaków, świadczy widok zaraz po przejściu przez bramę ich posiadłości. Na tle stawu, budynku młyna i lasów uwagę zwraca głaz z błyszczącymi literami: „Reda 7.07.07”.
Ze względu na wyjątkowość trzech siódemek w dacie był to dzień licznych uroczystości i imprez, ale Wawrzyniakowie żegnali wtedy ukochaną pierwszą klacz.

Redę znaleźli, szukając po całej Polsce, i bardzo się do niej przywiązali. Dobrzy znajomi Pana Marka znają jego romantyczną duszę. Zdradza ją też, kiedy wspomina zupełne początki swego zainteresowania końmi.

– To było w latach dziewięćdziesiątych, na pewnym ranczu w Lubuskiem, dokąd dosłownie zabłądziliśmy z kolegą. Na zupełnym odludziu uraczono nas piwem, a ja zobaczyłem piec na wolnym powietrzu. Właściciel powiedział nam, że piecze na nim wieprzki, w całości. Wtedy nie było to jeszcze tak popularne, jak dzisiaj. Postanowiłem zorganizować tam imprezę dla znajomych, z noclegiem. I tam właśnie zobaczyłem coś, co spowodowało, że zapragnąłem mieć swoje konie. O świcie właściciel popukał w wiadro i dosłownie z mgły przybiegła galopem dziesiątka pięknych rumaków. Jaki to był wspaniały widok…

Spełnione marzenia

Folwark, na którym kiedyś bawili, podupadł, a Stary Młyn – kwitnie. Może dlatego, że właściciele przyjęli inną kolejność. Najpierw przywiązali się do miejsca, poświęcili się swoim hodowlom, a dopiero potem zaprosili w podwoje pierwszych gości. Marek Wawrzyniak nie ukrywa jednak, że na tamtym ranczu znaleźli wiele natchnienia. Dziś mają swoje gościnne gospodarstwo, swoje konie, psy poznanej tamże rasy, o których już pisaliśmy. Jest też piec do pieczenia, ale inny. Przenośny, wykonany samodzielnie przez pana Marka, który ślusarzem jest nie tylko z zawodu, ale i z zamiłowania. W młynie nad wodospadem wiele zrobił swoimi rękami.

Bo w Nojewie wszystko bierze początek z pasji…

Wyjątkowa rasa

Rasa koni śląskich wykształciła się w XIX wieku z krzyżówek klaczy hodowanych w Lubiążu i Koźlu (dzisiejszym Kędzierzynie-Koźlu) z niemieckimi ogierami gorącokrwistymi. Dziś odnosi duże sukcesy w powożeniu. Również konie państwa Wawrzyniaków są bardzo utytułowane. Wywalczyły w zaprzęgach wiele pierwszych miejsc i wyróżnień na zawodach w Pniewach, Otuszu, Buku. W domowej części Starego Młyna właściciel gromadzi liczne trofea. Czasem goszczą tu też jego przyjaciele z Sekcji Jeździeckiej Sokoła Pniewy, którą kieruje.

5

Wielu klientów restauracji poznało już tę pasję gospodarza, podziwiając konie na wybiegu, albo nawet zwiedzając bryczką malownicze okolice Nojewa. Przyjeżdżajcie do Starego Młyna, a na pewno też kiedyś spotka Was taka atrakcja.

Najbliższa okazja – w niedzielę 14 sierpnia.

Restauracja „Stary Młyn” zaprasza w każdy piątek, sobotę i niedzielę, od południa do godziny 22 lub dłużej. Zapraszamy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Udowodnij, że nie jesteś robotem: * Time limit is exhausted. Please reload the CAPTCHA.