Bo mi się należy! – felieton z nr 5/2019 “Wronieckiego Bazaru”

W każdym papierowym numerze “Wronieckiego Bazaru” publikuję felieton. Nie ma go na portalu. Dostałam już znowu sporo uwag, że przecież obiecałam, że będę prezentować je także tutaj. Dobrze, będę. Wypadło mi to z głowy, ale skoro są chętni, by czytać te moje próby zmierzenia się z rzeczywistością, to OK, publikuję. Kiedyś musiałam mocno naciągać rzeczywistość, żeby było śmiesznie. Teraz nie muszę, życie przerosło kabaret…

 

 

Felieton dedykuję Robertowi Dornie, który mierzy się z taką codziennością :) 

Bo mi się należy!

Wiosna idzie, kolorowo się robi dookoła, cieplej jakby, to i pracować się nie chce za bardzo. Coraz częściej powtarzam: żeby mi się chciało tak, jak mi się nie chce…
Jestem na tym detoksie jakby spokojniejsza, wyciszona. Nie wkurzam się tak szybko jak jeszcze niedawno. I zabrałam się za prasowanie, którego nie cierpię chronicznie! Czyli coś się zmienia.

Nie potrafię tylko przejść spokojnie nad pewnymi sprawami, które dzieją się wokół mnie, i wcale nie chodzi o politykę.
Wiadomą rzeczą jest, że pomagam ludziom, jeśli mogę. Robiłam to zawsze. Teraz najczęściej przez „Wroniecki Bazar”. Ale powiem szczerze, że szlag jasny mnie trafia przy problemach niektórych ludzi, którzy przychodzą do mnie i proszą o pomoc. Ba! Żeby prosili, to rozumiem, ale niektórzy wprost żądają, żeby im pomóc!
Pomogła pani Nykazom, to i mnie musi pani pomóc! – słyszę często. Albo – Załatwiła pani mieszkanie babci Monice z małej białej chatki, to mi też niech pani załatwi!
Hola, hola! Nie tak szybko. Nikomu niczego nie „załatwiałam”, to był po prostu problem, który udało się rozwiązać wspólnie: czasem z Gminą, czasem ze sponsorami, różnie.
Jednak kilka ostatnich przypadków mnie wręcz powaliło!
Sytuacja pierwsza: dzwoni telefon. Mieszkanka Wronek skarży się: –Dostałam mieszkanie od burmistrza, ale jest małe, jeden pokój z kuchnią i nie mogę się w nim pomieścić z synami. Niech mi pani załatwi jakieś większe. No to pytam: –No a synowie mali? Do szkoły chodzą?Nie, dorośli już – odpowiada mi pani. – No jak odrośli, to powinni oni pani pomóc. – Pracują?
– Nie, nie pracują. – A z czego żyją? – pytam. – Z zasiłku – odpowiada pani. – Wie pani, te zasiłki takie małe, a oni mają dziewczyny swoje i nie mają gdzie mieszkać, to wzięłam ich do siebie – bez skrępowania wyznaje mi pani. – Ale razem nie mieścimy się w tym jednym pokoju. A wie pani, młodzi chcieliby trochę intymności mieć… – dodaje. – Tak, rozumiem, ale jak chcą mieć dach nad głową i intymność z kobietami, to za robotę niech się wezmą! Dziś nie ma problemu z pracą. Kto chce- pracuje i zarabia! – skomentowałam, coraz bardziej wzburzona. – Ale wie pani, jaka ciężka jest praca w Amice czy Samsungu? Oni nawet próbowali, ale nic życia nie mieli, więc zwolnili się -wyznała mi strapiona matka. – Ja zaraz zadzwonię do burmistrza – dodałam. – Dziękuję pani – mówi rozradowana. – Słyszałam, że pani pomaga ludziom, ale nie wiedziałam, że tak szybko. Bo wie pani, gdyby szło, to dwa pokoje, a najlepiej trzy, żeby chłopaki się nie krępowali – ucieszona pani rozpędziła się -Tak… – mówię coraz bardziej wkurzona- Najlepiej z łazienką, albo dwiema. A jeszcze lepiej z osobnymi wejściami, żeby i poimprezować mogli, nie budząc pani, prawda? – zapytałam retorycznie. – O tak, tak! – nie kryła radości pani w słuchawce. – Proszę pani, do burmistrza to ja zadzwonię, informując go, że ma pani to mieszkanie odebrać! Bo skoro ma pani dwóch dorosłych synów, to oni powinni pani zapewnić dach nad głową, a nie żerować na matce, na mieście i opiece społecznej! – nie potrafiłam już ukryć wzburzenia. Pani się rozłączyła…

Sytuacja druga: dzwoni pani. – Czy ja się dodzwoniłam do „Wronieckiego Bazaru”?Tak – odpowiadam. – Proszę pani, dzwonię, żeby powiedzieć pani jak miasto dba o ludzi – mówi pani w słuchawce. – Słucham– odpowiadam, choć już przeczuwam, że nie będzie to rozmowa satysfakcjonująca. -Pani redaktor, dostałam mieszkanie z miasta…Gratuluję – mówię – Jest pani szczęśliwa i chce podziękować w gazecie burmistrzowi? – pytam jeszcze z nadzieją. – No co pani! – odkrzykuje mi w słuchawkę kobieta z nowootrzymanym mieszkaniem. – Może sobie pani wyobrazić, że chciałam w łazience podłączyć pralkę automatyczną i w tym kącie, w którym chciałam ją postawić nie ma gniazdka elektrycznego? I co, może mam kabel ciągnąć przez całą łazienkę? pyta wzburzona.
-Co pani powie – nie mogę uwierzyć w to, co słyszę. Roszczeniowość ludzi mnie chwilami powala! – A nie myślała pani, żeby po prostu podciągnąć sobie gniazdko w to miejsce? – pytam. -Tak. Byłam nawet w urzędzie powiedzieć, żeby mi zrobili, ale mnie zbyli – odpowiada.
Dobrze, że cię, kobieto, nie zrzucili ze schodów!- pomyślałam wrednie, bo ciśnienie podnosiło mi się coraz bardziej.
Takich przykładów mogę mnożyć.
Co się dzieje z ludźmi, którzy dostają z miasta mieszkanie za darmo albo marne grosze, które jeszcze zwraca im opieka i chcieliby żyć w luksusie na czyjś koszt.
Ja się pytam kto mi maluje pokoje, klatkę schodową, piwnicę, naprawia gniazdka, czy dach i elewację, albo płaci za węgiel? Albo na to zarobię, albo nie mam!
Przyjrzyjmy się temu rozdawnictwu w (czasami) nieuzasadnionych przypadkach, bo w końcu nas to pochłonie! Dajmy coś od siebie! Nie żerujmy tylko na innych!
Tyle wokół rozdawnictwa, a ja łapię się tylko na zasiłek pogrzebowy…

Mimo wszystko z okazji wiosny życzę Państwu wiosny w sercach i głowach

Szwarc Gapa

komentarze 2

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *