Nie jestem skrajnym liberałem – pisze Tomasz Ziółek

Po moim artykule na temat polityki kupowania zwolenników i używania przez polityków  budżetu do obrony swoich stołków niektórzy odnieśli wrażenie, że mam poglądy skrajnie liberalne i dali temu wyraz  w rozmowach ze mną. Być może zostałem źle zrozumiany i dlatego postanowiłem bardziej sprecyzować moje stanowisko i je Czytelnikowi  bardziej przybliżyć

Dietetyk Wronki

Najłatwiej można wyleczyć się ze skrajnego liberalizmu polegającego na wierze w ozdrowieńczą siłę wolnego rynku w sklepie z artykułami elektrycznymi i elektronicznymi, przy pólkach z workami do odkurzaczy albo przy półkach z kasetami  do drukarek. Nie tylko każdy producent  oferuje produkt nie pasujący do innych, również poszczególne modele jednego producenta nie są  kompatybilne. Mocno zastanawiałem się czemu służy taka duża liczba modeli worków do odkurzaczy. Przecież większość z nich jest w gruncie rzeczy taka sama i tylko w miejscu mocowania do odkurzacza się różnią.
Czemu, a właściwie  komu  to służy?
Podobne odczucia mam  przy stoisku z kasetami: nikt mi nie powie, że jest to w zdrowym interesie klienta, a nie zwykłym nabijaniem kasy i podstępnym naciąganiem, kiedy za kasetę płacimy prawie tyle, co za nową drukarkę.
Przestaję wierzyć w magiczną moc wolnego rynku również wtedy, kiedy do zepsutej żarówki reflektora muszę wołać lawetę. Bo producent  zamontował ją tak, że może być wymieniona tyko w wyspecjalizowanym warsztacie po zdemontowaniu części nadkola. Użytkownikowi pozostaje wybór: nieprzepisowa jazda, czy kontynuowanie jazdy na lawecie.
Do takich niemądrych absurdów prowadzi bezwzględna walka o zysk.

Jestem za tym, by państwo w niektórych sprawach ingerowało w gospodarkę, zwłaszcza wtedy, gdy chodzi o szeroko rozumiane bezpieczeństwo obywateli i zapobieżenie nadużyciom przeciwko jakiemukolwiek interesowi obywateli. Dlatego jestem  za rozsądną i wyważoną polityką socjalną, ale chcę, by była prowadzona zgodnie z priorytetami ustalonymi w rzeczowej i pozbawionej emocji dyskusji.
Uważam, że zanim rozdało się po pięćset złotych na każde dziecko, bez względu na dochody rodziny, powinno się zastanowić, czy pieniądze nie były bardziej potrzebne np. w służbie zdrowia. Kilkudziesięcioletnie  kolejki do operacji, roczne kolejki do specjalistów są zawstydzające. Szpitale stale się zadłużają, a poziom zarobków pracowników służby zdrowia jest taki, że niedługo zabraknie lekarzy i pielęgniarek.

Czy wydający pieniądze publiczne według swojego widzimisię politycy zastanowili się jaki sygnał dają młodym, energicznym i przedsiębiorczym Polkom i Polakom?
Nie dziwię się ich rozgoryczeniu : bałagan w ubezpieczeniach społecznych pozwalający na bezkarne i prawie oficjalne wyłudzanie zasiłków chorobowych, horrendalnie wysokie składki ZUS, niespójne i pozbawione perspektywicznego myślenia reformy tego systemu. Najpierw tworzono OFE i w kosztowny sposób zbierano składki, zawierano umowy przy pomocy dziesiątek tysięcy agentów, którym wypłacano niekiedy krociowe prowizje. Potem na pstryknięcie palców zabrano dużą część zgromadzonych środków, bo taka była potrzeba chwili. Najpierw przedłużano wiek emerytalny, potem, bez większej dyskusji ponownie go skracano, bo taka była propagandowa potrzeba partii starającej się o władzę. Podobnie w wielu innych dziedzinach.  W rezultacie  mamy nie tylko wysokie składki ZUS, mamy również jedną  z najwyższych w Unii Europejskiej stawek podatku VAT, jeden z najwyższych podatków od dochodów osobistych i mimo tego jest  stale wysoki deficyt budżetowy i nasze zadłużenie stale rośnie. Co z tego, że obiecujemy młodym, że damy im 500 zł na każde dziecko, jeśli potem będziemy mu marnie płacić i mocno skubać. Nieważne, czy w złotówkach,  czy w euro.

W czasie konwencji w Lublinie premier Morawiecki oznajmił, że przyczyną kryzysu w Grecji było przyjęcie wspólnej waluty euro. Nie powiedział o rozrzutnej i krótkowzrocznej polityce socjalnej kolejnych rządów, o oszukańczej statystyce, bałaganiarskiej administracji, natomiast zasugerował, że gdyby Grecja miała własną walutę, to dzięki możliwości dowolnej regulacji stóp procentowych mogłaby uniknąć kryzysu. Inaczej mówiąc, że jeśli by się dalej zadłużała płacąc coraz wyższy procent i drukując coraz więcej pieniędzy, to uniknęłaby kryzysu? Bo parabanki są lepsze od wielomiliardowej pożyczki, którą Grecja otrzymała wyłącznie dzięki temu, że jest w strefie euro?
Można się dodatkowo zapytać premiera, dlaczego Irlandia się rozwinęła, a Słowacja przegania Czechy, mimo przyjęcia wspólnej waluty?  Jeśli premier jest ekonomistą, to doskonale wie, że nie ma związku przyczynowo skutkowego między przyjęciem waluty euro, a kryzysami. Jeśli mówi inaczej, to kłamie.  Ja w każdym razie nie kupuję narracji premiera i bardzo boleję nad tym, że nie ma wśród polityków głównych partii opozycyjnych takiego, który by wyraźnie powiedział, że jest czas, by finanse publiczne oraz własnych wyborców zacząć traktować uczciwie i z należytym profesjonalizmem.
Niekiedy odnoszę wrażenie, że PIS i Platforma tańczą propagandowo- kabotyńskiego kujawiaka, w którym każdy skupia się wyłącznie na tym, by drugiemu jak najboleśniej nadepnąć na palce.
Bo wierni zwolennicy jeszcze klaszczą…

Tomasz Ziółek

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *